Berlin

6 - 10.12.2013

 

Na zakończenie roku 2013 postanowiliśmy zrobić sobie prezent i odwiedziliśmy naszych zachodnich sąsiadów, aby na własne oczy zobaczyć słynne berlińskie jarmarki świąteczne.

Kupiliśmy bilety na Polskiego Busa. Za dwie osoby w obydwie strony zapłaciliśmy 300 zł, zarezerwowaliśmy sobie nocny przejazd z piątku na sobotę, który był z resztą najdroższy. Na szczęście było luźno i praktycznie całą noc wygodnie przespaliśmy.

Do Berlina dojechaliśmy bez żadnych opóźnień o 8.30. Słońce zaczynało właśnie przedzierać się przez chmury i napawało nadzieją, że może jednak pogoda pozwoli na zwiedzanie. Prognozy nie należały do optymistycznych. Huragan Ksawery właśnie opuścił Niemcy, miało wiać, śnieżyć i mżyć. Tymczasem berlińskie słońce uśmiechało się do nas nieśmiało zza chmur.
Już po wyjściu z autobusu zauważyliśmy pierwszy punkt naszego programu: Funkturm, zwaną też przez Berlińczyków: „Chudeuszem”. Wyglądem przypomina Wieżę Eiffla. W 1935 roku, za pośrednictwem tego masztu zaczęto nadawać pierwsze regularne programy telewizyjne. Zaraz po otwarciu gościła tu Marlena Dietrich. Na wieżę można wejść, aby podziwiać panoramę Berlina, my jednak mieliśmy inne plany.

Po pierwszych chwilach dezorientacji i kręcenia się w kółko po dworcu autobusowym, odnaleźliśmy ulicę Neue Kantstr. i dziarsko ruszyliśmy przed siebie aż do Kaiser Wilhelm Gedachtniskirche, czyli Kościoła Pamięci Cesarza Wilhelma. Z powodu zniszczenia jakiego dokonały bombardowania w 1943 r. Kościół przeznaczono do rozbiórki, a na jego miejscu chciano wybudować nowy. Ostatecznie pozostawiono 68-metrową wieżę jako symbol antywojenny, a obok wybudowano nowy Kościół z dzwonnicą. Jej funkcją jest przypominać, przestrzegać i dodawać otuchy. Ruiny przypominają, ile zła wyrządziła wojna. Tuż obok stoi nowoczesna budowla, dająca nadzieję. 

Jak to bywa w Berlinie, nie wiem czy w innych niemieckich miastach też tak jest, ale budynki mają swoje ksywki. Te również. Stary Kościół to: „Spróchniały Ząb”, a nowoczesna dzwonnica została przezwana „Szminką”.

Wzdłuż ulicy ustawiono jarmark świąteczny, który o tej porze jeszcze spał.

 

Funkturm

Berlin

Berlin

Kaiser Wilhelm Gedachtniskirche

Kolumna Zycięstwa

Swoje kroki skierowaliśmy w stronę Kolumny Zwycięstwa, która znajduje się pośrodku dużego parku – Tiergarten. Początkowo Kolumna znajdowała się przed Reichstagiem. Na obecne miejsce kazał ją przenieść Hitler, jednocześnie podwyższając. Siegessaule łącznie z figurą Wiktorii mierzy 66,89 m. Za wstęp na taras widokowy, który znajduje się na wysokości 50,33 metrów, zapłaciliśmy po 3 euro. Aby tam wejść pokonaliśmy 285 stopni. Na dole znajduje się Mini Muzeum, prezentujące miniatury słynnych budowli. Ruszyliśmy dalej i już wkrótce usłyszeliśmy piękną melodię 68 – dzwonowego kurantu i doszliśmy do Bramy Brandenburskiej. Wysokość: 26 m., szerokość: 65,5 m., głębokość: 11 m. 5,5 – metrowa kwadryga początkowo symbolizowała pokój (bogini Eris), obecnie zwycięstwo (Wiktoria). W latach 1806 – 1814 kwadrygę zabrał Napoleon, podczas II Wojny Światowej bardzo ucierpiała, dlatego obecnie znajduje się tutaj kopia.
W te miejsca wrócimy jeszcze wieczorem, aby zobaczyć jak pięknie wyglądają oświetlone.

Berlin


Brama Brandenburska


Pomnik Ofiar Holocaustu

Mur Berliński

Kolejnym punktem naszego spaceru był Holocaust Mahnmal, czyli Pomnik Ofiar Holocaustu. Zajmuje powierzchnię 19 tys. m2, składa się 2711 betonowych bloków, z których najwyższy mierzy 4,7 m. – symbolizuje ilość stron Talmudu. Pod pomnikiem znajduje się podziemne muzeum. Dziwne to miejsce, wywołujące różne uczucia. Niby człowiek wie, że to miejsce upamiętnia bardzo okrutny okres w dziejach ludzkości, jednak konstrukcja pomnika pobudza wyobraźnię i aż się prosi, żeby traktować to jak labirynt i chować się. Co chwila gdzieś rozlega się śmiech dzieci. Trudno je winić. Celem pomnika jest upamiętnienie oraz ostrzeganie. Tymczasem, dla kogoś, kto przypadkiem znalazłby się w tym miejscu, w żaden sposób nie skojarzyłby betonowych bloków różnej wielkości z ofiarami Holocaustu. Nie znaleźliśmy nigdzie powodów, dlaczego akurat taki projekt pomnika wygrał. Możemy jedynie się domyślać, że może labirynt ma symbolizować zagubienie się ludzkości… nie wiemy. Być może sytuacja by się zmieniła, gdybyśmy weszli do podziemnego muzeum, może tam znaleźlibyśmy odpowiedź, czemu tak wygląda pomnik.

Mieliśmy za sobą już wiele przespacerowanych kilometrów, a zakwaterowanie w hotelu dopiero od 15.00. Ruszyliśmy w stronę Mc Donald, ponieważ głód dokuczał nam coraz bardziej. Po drodze zatrzymaliśmy się przy tablicy, znajdującej się w miejscu, gdzie dawniej znajdował się bunkier Hitlera.

Po obiedzie ruszyliśmy w stronę hotelu, zahaczając o Checkpoint Charlie. Był to posterunek Armii Amerykańskiej, służący obywatelom Zachodu do jednodniowych wypadów do NRD. Obecnie replika tablicy, żołnierze pilnujący przejścia oraz możliwość wyrobienia pamiątkowego paszportu za 5 euro stanowią nie lada atrakcję dla turystów.

Spacerując po Berlinie można się natknąć na wiele pamiątek historycznych. Pomniki, tablice, fragmentu Muru Berlińskiego. Człowiek ma wrażenie, że Berlin nie chce wyprzeć z pamięci tych wydarzeń. Historia odcisnęła na nim bardzo silne piętno. I chociaż zniszczony Berlin odbudował się i nadal powstają nowe inwestycje, to jednak współczesność na każdym kroku przeplata się z historią.

Bunkier Hitlera

Checkpoint Charlie

Checkpoint Charlie

I wreszcie mogliśmy się zameldować w pokoju. Mieszkaliśmy w City Hostel Berlin, znajdującym się centrum Berlina. Hotel lata świetności ma już dawno za sobą. W pokoju było chłodno, przez nieszczelne okna mocno wiało, na szczęście bez problemu udało się otrzymać koce. Pokój był skromnie umeblowany, ale przyjemny. Byliśmy niesamowicie zmęczeni, dlatego niemalże natychmiast zasnęliśmy. Nastawiliśmy budzik na 18.00, ponieważ nie mogliśmy przegapić tego, po co tu przyjechaliśmy – jarmarku świątecznego!

Pobudka była bolesna. Zimno, deszczowo, a zmęczenie wcale nie chciało ustąpić. Pomimo, że była 18.00, czuliśmy się jakby to był świt. Ale myśl o grzańcu przywołała nas do porządku. Uzbrojeni w statyw ruszyliśmy na najsłynniejszy berliński jarmark świąteczny na Gedarmenmarkt . Rzeczywiście, stojąc na schodkach Katedry prezentował się pięknie. Za wstęp na jarmark trzeba zapłacić 1 euro. Pieniądze z biletów są przeznaczone na cele charytatywne. Szczerze mówiąc nie wiemy czemu jest najsłynniejszy. W trakcie pobytu zwiedzaliśmy później jeszcze inne jarmarki i ten wypadł najsłabiej. Ogrodzony i zatłoczony teren zupełnie nie pozwalał na relaks. Nie mogliśmy zobaczyć co się znajduje na straganach. Na środku placu odbywały się koncerty, ale w tym tłumie raczej niewiele było słychać. W końcu udało nam się upolować kawałek wolnej przestrzeni i wreszcie spróbowaliśmy słynnych wurstów (bułka z kiełbaską – 4 euro) i rewelacyjnego grzańca (3 euro). 

DSC_0173

jarmark świąteczny

jarmark świąteczny

Nasyciwszy żołądki ruszyliśmy w stronę Unter den Linden (Pod Lipami). Dawniej aleja była królewskim szlakiem, łączącym rezydencję pruskich władców z terenami myśliwskimi, dzisiejszym Tiergarten. Na chwilę zatrzymaliśmy się na Bebelplatz. W tym miejscu w nocy z 10 na 11 maja 1933 r., spalono ponad 20 tys. „antyniemieckich” książek. W miejscu gdzie płonęło olbrzymie ognisko, znajduje się pomnik w ziemi – puste białe półki.
Przeszedłszy przez Bebelplatz, wyszliśmy na Unter den Linden tuż przy konnym Pomniku Fryderyka Wielkiego.
Nasz spacer Aleją zakończyliśmy przy Bramie Brandenburskiej, które prezentowała się dużo piękniej niż za dnia. Była bardziej dostojna, spokojna i wyniosła. W dzień powagi odbierają jej tłumy turystów, zwłaszcza hałasujące wycieczki szkolne czy postacie z kreskówek.
Ruszyliśmy w stronę Sony Centre, którego dach było widać nawet z tej odległości. Rzeczywiście z bliska robi niesamowite wrażenie, mieniąc się wieloma kolorami. Jeszcze przed snem skusiliśmy się na zestaw pączków Dunkin Donuts, które Pawłowi kojarzą się z dzieciństwem. Wtedy jeszcze można było je spotkać w Warszawie, obecnie nie wiemy, czy gdzieś w Polsce można je dostać. Wreszcie około północy dotarliśmy do hotelu.

Bebelplatz

Brama Brandenburska

Sony Centre

Dunkin Donuts

REICHSTAG

8 grudnia 2013

Po wyczerpującym dniu w Poczdamie początkowo chcieliśmy dojechać jak najbliżej naszego hotelu, ale kiedy po drodze powróciły nam siły, wysiedliśmy na Dworcu Zoo. Bardzo chciałam zobaczyć to miejsce. Będąc świeżo upieczoną nastolatką przeczytałam książkę „My, dzieci z dworca Zoo”. Myślę, że wpadła w moje ręce za wcześnie, ponieważ wstrząsnęła całym moim światem, wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy ze zła, jakie panuje na świecie. Pamiętam, że czytałam ją i odkładałam, bo sobie nie radziłam, po kilku dniach znów wracałam do niej. Obecnie nie ma śladu po tamtych ciemnych czasach dworca, ale chciałam być w miejscu, które odcisnęło tak silne piętno na moim młodym, nastoletnim umyśle.Kiedy już rozejrzałam się po dworcu, nie potrafiłam wyobrazić sobie, że takie straszne rzeczy tu się kiedyś działy. Obecnie dworzec jest czysty, zadbany i można czuć się bezpiecznie.
Następnie nasze kroki skierowaliśmy w stronę najbardziej rozświetlonych berlińskich ulic: Kurfurstsendamm i Tauentzienstrasse. Rzeczywiście, dekoracje prezentują się okazale, jednak brak w nich spójności, zakorkowane ulice, zatłoczone chodniki, ulice udekorowane tak jakby zajmowało się tym wiele osób, nie współgrając ze sobą. Nieskromnie powiem, że nasze warszawskie Krakowskie Przedmieście jest dużo piękniejsze, choć przygotowane z mniejszym rozmachem.
Na koniec tego wyczerpującego dnia pojechaliśmy metrem na Alexanderplatz na jarmarcznego wursta i grzane wino. Ten jarmark był najweselszy ze wszystkich, na jakich byliśmy, przypominał trochę imprezę pod gołym niebem. Do hotelu wróciliśmy umęczeni, zmoknięci, zmarznięci z opróżnionymi portfelami, ponieważ ceny biletów do tanich nie należą, ale zadowoleni.

Dworzec ZOO

Jarmarki Świąteczne

Jarmarki Świąteczne

Jarmarki Świąteczne

Jarmarki Świąteczne

9 grudnia 2013

Nadszedł ostatni dzień naszego krótkiego pobytu w Berlinie. Na początek dnia postaliśmy w kolejce po bilety do Reichstagu. Kopułę budynku można zwiedzać bezpłatnie, dlatego wydawane są wejściówki. Zarezerwować bilety na 20.00, aby zobaczyć wieczorną panoramę Berlina.
Dzień zaczęliśmy od zwiedzania parku Friedrichshain. Park chcieliśmy zobaczyć z dwóch powodów. Po pierwsze znajduje się tu Fontanna Bajek z licznymi posągami postaci z bajek braci Grimm, po drugie w parku postawiono Pomnik Polskiego Żołnierza i Niemieckiego Antyfaszysty.
Niestety wszystkie postacie zostały zakryte. Byłam bardzo rozczarowana. Marudząc i narzekając na złośliwości losu, szłam za Pawłem w głąb parku. Na chwilę zainteresowałam się dwoma wzgórzami usypanymi z gruzów zniszczonego przez wojnę Berlina. Jednak na szczycie znajdowały się tylko ławeczki. Gdyby nie przewodnik, nie wiedziałabym po czym stąpam. Nasz warszawski kopiec to miejsce pamięci i jest traktowany z ogromną czcią, tutaj nie. Być może dlatego, że w Niemczech każde większe miasto ma taki kopiec, a w Berlinie jest ich nawet kilka.
Kiedy zeszliśmy z kopca i ponownie zobaczyłam ukryte posągi, wytrwale powróciłam do marudzenia, jako że pogoda również temu sprzyjała.

Wreszcie udało nam się znaleźć Pomnik Polskiego Żołnierza. Bardzo mi się spodobało to miejsce. Orzełek, polskie napisy i olbrzymi pomnik. Nie spodziewaliśmy, że całość zajmuje tyle powierzchni. Marudny nastrój już nie powrócił.

Reichstag

Berlin

Jarmarki  Świąteczne

Ruszyliśmy dalej. Nasz kolejny cel to East Side Gallery. Najdłuższy zachowany fragment Muru Berlińskiego, pokrytego graffiti. Ponieważ nasze finanse po poprzednium dniu dotkliwe zmalały, pomimo deszczu, odbyliśmy blisko 2-godzinny spacer aby dotrzeć do muru. Przeszliśmy wzdłuż całego muru podziwiając pełne symboli graffiti.

East Side Gallery

East Side Gallery

Wróciliśmy na Alexanderplatz aby zobaczyć Aqua Dom, znajdujący się w hotelu Radisson.. I tak stanęliśmy przemoknięci w eleganckim, wytwornym holu i zadartymi głowami patrzyliśmy na olbrzymie akwarium, które mieści 1 mln litrów wody, ma średnicę 11,5 m., wysokość 16 m., fundament 9 m., a w środku pływa ok. 50 gatunków ryb.

Ciekawostką w Berlinie jest sygnalizacja świetlna dla pieszych. W 1961 roku władze NRD wprowadziły nowy wzór na sygnalizatorach. Zielony człowieczek w zielonym kapeluszu dziarsko maszerujący przed siebie oraz czerwony, stojący z wyciągniętymi ramionami. Obecnie Ampelmannchen jest jednym z symboli Berlina, a w sklepach można nabyć mnóstwo rzeczy z ich podobizną, począwszy od magnesów, kubków, a skończywszy na torbach i bluzach.

Ampelmannchen

Aquadom

O 19.45 staliśmy już pod Reichstagiem, siedzibie Bundestagu. Ostatnia przebudowa budynku miała miejsce w latach 1995-1999, więc nie tak dawno. Największą dumą jest ogromna, szklana kopuła, która wieńczy salę posiedzeń. Aby wejść do Reichstagu, musieliśmy przejść przez kontrolę bezpieczeństwa, następnie windą wjechaliśmy na kopułę. Zanim jednak dostaliśmy się do środka otrzymaliśmy polskiego audioguide-a. Kierując się spiralnym podestem w stronę szczytu kopuły, w naszych uszach słyszeliśmy głos lektora, który opisywał budynki, znajdujące się przed nami. W ten sposób dowiedzieliśmy wielu ciekawostek o najważniejszych miejscach w Berlinie. Warto zacząć zwiedzanie Berlina od tego właśnie miejsca. Dzięki temu można się zorientować, gdzie znajdują się najważniejsze punkty, i czemu są ważne. Konstrukcja kopuły została tak przemyślana, ze schodzący nie spotykali się z wchodzącymi. Dawało to duży komfort.  Wyszliśmy również na dach i tam moknąc podziwialiśmy nocny, rozświetlony Berlin.

Reichstag

Reichstag

Reichstag

Reichstag

Reichstag

To był już nasz ostatni dzień, więc na pożegnanie się z Berlinem poszliśmy na jarmark na Plac Poczdamski na grzano wino. Tym razem nie oddaliśmy kubeczków, ale zabraliśmy na pamiątkę. Na każdym stoisku płaci się za wino i za kubek, jeśli kubek się odda, wówczas pieniądze zwracają. Te poczdamskie kubeczki stoją teraz na półce i przypominają deszczowe, przedświąteczne dni w Berlinie.

Jarmarki świąteczne

Podsumowując, Berlin pomimo deszczowej pogody bardzo nam się spodobał. Zwiedzaliśmy go całymi dniami, a wieczorne jarmarki pięknie ocieplały wizerunek stolicy Niemiec. Niemniej chcielibyśmy tu wrócić podczas letnich dni i zobaczyć piękne Ogrody Świata, wspaniały Charlottenburg, zajrzeć do Nefretete, zobaczyć Ołtarz Pergamoński i oczywiście moje figurki postaci z bajek braci Grimm. Także mamy jeszcze niezałatwione sprawy z Berlinem. Do zobaczenia :).

Berlin

Podziel się z innymi na

11 Comments on “

  1. Berlin jest świetny. Byłem tam w prawdzie tylko dwa dni i oprócz samotnych wędrówek w okolicy Bornholmer Strasse (niedaleko jest Uniwersytet Nowojorski) i w okolicy placu, który przypominał czasy socjalistyczne (niestety nazwy nie pamiętam) – nie miałem okazji pozwiedzać dłużej.

    Ale szczerze mówiąc, z Gdyni do Berlina ostatecznie nie jest aż tak daleko…. i chyba przekonaliście mnie, żeby się tam wybrać!

    P.S. Też byłem na jarmarku świątecznym (Polskie pierogi rządzą :D)

  2. Ja w tym roku po raz kolejny już jadę na jarmarki bożonarodzeniowe do Wiednia. Jak dla mnie, mają tam nieziemski klimat

Comments are closed.