Zaprzęgi husky

18.01

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Jakże dziwny był to poranek… za oknem ciemno, zimno i biało, wewnątrz ciepło, miękko, wygodnie. Oj nie chce się wstać, oj bardzo się nie chce. Ale przecież właśnie dziś czeka nas wspaniała przygoda. Zaprzęgi husky! Jeeeee, jedno z naszych marzeń za chwilę się spełni. Dużo zadań nas czekało tego ranka. Po pierwsze musieliśmy zjeść śniadanie, a ponieważ był to szwedzki stół i jedzenie było przepyszne, spędziliśmy tutaj zbyt wiele czasu. Potem mieliśmy się spakować, wymeldować, zostawić bagaże w przechowalni i stawić się na miejscu zbiórki, przy czym towarzyszyła nam błoga nieświadomość tego, że czasu nie mamy. W Clarionie spędziliśmy jedną noc, a cały nasz bagaż był wypakowany! Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe? A bardzo prosto. Pod 5 kilogramami puszek znajdowała się piżama, kosmetyczka, strój kąpielowy oraz lżejsze ubrania których potrzebowaliśmy na posiłki. I tadam, wszystko na zewnątrz! W trakcie spokojnego pakowania, zerknęłam jeszcze raz na nasz plan, przesłany przez Tromso Adventure. I zamarłam. Okazało, że się, że zbiórka o 8.45 wcale nie jest w recepcji naszego hotelu, tylko pod Scandic Ishavshotel. Aaaaaa…. Szybko w telefonie sprawdzamy gdzie to jest, na szczęście tylko 5 minut piechotą. Rozpoczęliśmy szaleńcze pakowanie, w wyniku którego nie mogłam zamknąć plecaka, chociaż już i tak sporo konserw z niego ubyło, poszukiwania wszystkich sprzętów, baterii, ładowarek, tu telefon, tu aparat, ładowarka do kamerki, kilka baterii w różnych częściach pokoju. Cud, że niczego nie zapomnieliśmy! Recepcja, bagaż, biegiem pod hotel. To miejsce jest najczęściej wybierane na miejsca zbiórki, ponieważ tuż obok znajduje się duży parking, gdzie stało mnóstwo busów i autobusów, jak tylko się pojawiliśmy pytali nas, na jakie atrakcje jedziemy, niestety nikt nas nie miał na liście. Zaczynałam panikować, chociaż spóźniliśmy się tylko 3 minuty, przecież tak szybko by nie odjechali. Wreszcie się udało, podszedł do nas pan, pytając czy na zaprzęgi, tak! Wsiadamy do autobusu i jedziemy na zaprzęgi. Odetchnęliśmy z ulgą.

Po blisko 1,5 – godzinnej drodze dojeżdżamy do Camp Tamok, na dźwięk szczekających psów poczułam dreszczyk adrenaliny, radosne oczekiwanie, pomieszane z lekkim strachem.

Camp Tamok oferuje szereg atrakcji, zarówno w dzień jak i w nocy. Wokół obozu są ogromne obszary przyrody, brak zabudowań, powoduje, że jest to świetne miejsce również do podziwiania zorzy, to właśnie tu jest możliwość połączenia zaprzęgów husky i skuterów śnieżnych razem z zorzą. 

Dostaliśmy kombinezony i buty. Pod kombinezon nie zakładaliśmy kurtek i całe szczęście, ponieważ nasza wycieczka nie polegała tylko na wygodnym jechaniu, ale o tym mieliśmy się za chwilę przekonać. Tak przygotowani idziemy do psiaków, im bliżej tym głośniej słyszeliśmy poszczekiwania. Do każdych sań zaprzężono po 6 psiaków, normalnie są 4 lub 5, ale w nocy napadało 40 cm śniegu i trzeba było przetrzeć szlaki. 

W zaprzęgach używa się Alaskan Husky. Nie są to te puszyste, potężne kulki, które kojarzymy z rasą husky. Niektórzy wręcz nie uznają Alaskan Husky za rasę. Są to mieszańce husky, psów myśliwskich, stróżujących oraz chartów. Oczy mają duże, okrągłe, niebieskie, brązowe lub mieszane, nosy duże, błyszczące. To one startują w zawodach zaprzęgowych i pomimo niepozornego wyglądu, są szczupłe, drobne, często niskie, mają w sobie naprawdę dużo siły i są bardzo szybkie. Charakteryzują się ogromną ufnością wobec ludzi, nawet wobec nieznajomych, z resztą sami możecie zobaczyć na naszych zdjęciach i filmach, są przesłodkie. I chociaż są życzliwe wobec ludzi, to jednak najlepiej czują się w stadzie. Człowiek, który chce mieć psa Alaskan husky musi sobie zdawać sprawę z dwóch spraw. Psy te mają bardzo silny instynkt przywódczy, więc właściciel musi od początku być liderem w tym związku oraz potrzebują ogromnej ilości ruchu i zadań. I nie chodzi tu tylko o spacer, tylko o porządne wybieganie, najlepiej połączone z zadaniem, dlatego właśnie psy tak świetnie czują się w zaprzęgu. 

Do obozu Tamok, na zimę zjeżdżają się właściciele psów (również z zagranicy) wraz ze swoimi pupilami, aby te mogły się wyszaleć. Na wiosnę rozjeżdżają się do swoich krajów. Do domu w Polsce wróci również Kuba wraz ze swoją sunią, która jest w ciąży :)

Krótkie szkolenie jak hamować i jak pomagać psiakom, gdyby było im ciężko. W normalnych warunkach, kiedy szlaki są odśnieżone, husky pędzą tak, że trzeba ciągle pilnować hamulca, te małe szaleńce mają jeden cel: wyprzedzić wszystkich!

Kiedy zajęliśmy miejsca na saniach rozpoczął się prawdziwy szał. Te nasze, zaczęły po prostu wariować, szczekały niemiłosiernie, szarpały się, chodziły na boki, bo nie mogły do przodu, tak bardzo chciały już biec. A te które zostawały w swoich budach awanturowały się jeszcze głośniej! One też chciały! Szaleństwo! Kiedy był znak do startu i Paweł zaczął powoli zwalniać hamulec bałam się, że jak te psiaki ruszą to oboje wylecimy z sań jak z procy. Jednak początek trasy był pod górkę, więc psiaki ruszyły spokojnie. W jedną stroną ja siedziałam, a Paweł stał na płozach. Praktycznie cały czas musiał pomagać psiakom. Natomiast w drodze powrotnej, zmieniliśmy się i chociaż ja też musiałam trochę pomagać, to jednak miałam dużo łatwiej. Cała przejażdżka to było niesamowite uczucie, kiedy tak pędziliśmy w zaprzęgu po ogromnych zaśnieżonych obszarach czuliśmy się nierealnie. Zupełnie jak na plaży w Tajlandii, jak to możliwe, że udało nam się zrealizować marzenia i znaleźć się za kołem podbiegunowym, to przecież niemożliwe! A jednak. Byliśmy tam, słuchaliśmy szczekania psiaków, podziwialiśmy arktyczny krajobraz, czuliśmy na policzkach zimne powietrze i śnieżny pył i wtedy dopadło mnie to uczucie, że jestem dokładnie tam gdzie powinnam być :) 

Po powrocie do obozu poczęstowano nas pyszną zupą rybną, pieczywem oraz tradycyjnym deserem. Było to bardzo popularne w Norwegii ciastko: placek jak tortilla, a w środku brązowy ser i cynamon. Do Tromso wracaliśmy z bólem serca. Żal nam było rozstawać się z tym cudownym miejscem, ale czekają nas kolejne przygody. O 17.00 ktoś nas miał odebrać i zawieść do hotelu Sommarøy Arctic, gdzie mieliśmy spędzić kolejne 2 noce, a zatem jedźmy.

Wyspa Sommarøy oddalona jest ok 45 min jazdy od Tromso. W trakcie drogi dowiedzieliśmy się od kierowcy, że prognozy pogody nie są obiecujące, ponieważ zbliża się sztorm i huragan. Także nie wiadomo co będzie z dzisiejszą zorzą i jutrzejszymi wielorybami, ale jak już wiecie: We will see…

 

Zameldowaliśmy się w naszym domku, rozpakowaliśmy, poszliśmy na kolację. Po raz drugi tego dnia jedliśmy zupę rybną, a na drugie była… ryba :) i lody na deser. O 9.00 mieliśmy próbować uchwycić zorzę, we will see :)

Link:

Bez tytułu

 

Zobacz naszą relację z wyjazdu!

 

Norwegia ciekawostki:

Dworzec Centralny

Rakiety śnieżne i jacuzzi:

clarion collection hotel aurora

Pierwsza zorza i huragan:

Sommarøy, zorza polarna

Powrót do Tromso:

clarion collection hotel aurora

Tańcząca zorza.

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

Safari wielorybie:

whale safari, orka

Ostatni dzień. Podsumowanie:

clarion collection hotel aurora

Podziel się z innymi na

8 Comments on “

  1. Cieszę się, że w sieci znajduję coraz więcej wpisów na temat tego, że zima naprawdę może być świetna. Większość ludzi narzeka na tę porę roku, ale ona ma duży potencjał, nawet wtedy, gdy niekoniecznie jeździ się na nartach. Oczywiście mam na myśli śnieżną zimę, a nie to co teraz jest w Polsce, czyli ulewne deszcze i wichury.

  2. Niesamowita sprawa… Rzadko czegokolwiek komuś zazdroszczę, ale to chyba jedna z takich właśnie rzeczy! 😀 Wspaniałe doświadczenie i jeszcze z pięknymi husky… Na pewno zostanie z Wami ta przygoda na całe życie :) Bardzo inspirujące! Pozdrawiam!

  3. Niech żyje młodość!
    Tak żyć i raczyć się każdą chwilą!
    Jesteście niesamowici .
    Gratuluje pomysłów poznawania świata!
    Pozdrawaiam

    1. niech młodość żyje w nas jak najdłużej! Myślę sobie, że dopóki człowiekowi „się chce” to jest młody :) widziałam wielu młodych 80-latków, marzę, że mieć ich zapał przez całe życie :)

  4. Ale przygoda ! Na pewno niezapomniane przezycie !
    My Norwegie odwiedzilismy na razie tylko wiosna, ale norweskich zimowych klimatow udalo sie nam troche doswiadczyc kilka lat temu w Szkocji.
    Odwiedzilismy wtedy miejsce w gorach Caingorm, ktore zajmuje sie hodowla reniferow (z calkowitym poszanowaniem tradycji skandynawskich w tym temacie)
    Wedrowke z reniferami w zameci snieznej bedziemy wspominac do konca zycia 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *