Jeziora Plitwickie

w kwietniu

Jeziora Plitwickie

17.04 – Niedziela

Z Zagrzebia bez problemu można dostać się autobusem do Jezior Plitwickich. Cena za bilet w jedną stronę to od 80 kn wcześnie rano do 110 w okolicach 9.00 rano. Kupując tańszy bilet musielibyśmy doliczyć koszt śniadania. Tymczasem w hostelu znaleźliśmy ulotkę firmy, z której skorzystaliśmy. Odbiór ok. 9.00 z hotelu. Jedziemy busem do samych Jezior i powrót ok. 18.00 – koszt 200 kn. Wygodniej, szybciej i jeszcze taniej. Co więcej przez drogę mogliśmy wypytywać o wszystko, co nam przyszło do głowy. Kierowca busa był przewodnikiem po Zagrzebiu a także pilotem po Chorwacji, miał oszałamiającą wiedzę począwszy od zasług św. Jerzego, przez dojazd do szczytu Sljeme, a skończywszy na tym, gdzie warto zjeść i wypić domowej roboty piwo. Właśnie z jego rady skorzystaliśmy kierując się wieczorem do restauracji Mali Medo, ale o tym później…

Tymczasem malownicze zielone krajobrazy jakie roztaczały się na tej 140 – kilometrowej trasie co kilka kilometrów straszyły opuszczonymi domami. Niektóre były pękniete na pół, inne nie miały dachu, większość z nich nosiła ślady dobrych czasów, połamany winogron, ślady tynku, zarośnięty ogródek, tylko gdzieniegdzie widać było, że ktoś mieszka i naprawia zniszczony dom. Zapytaliśmy o to naszego kierowcę. Wyjaśnił, że teren ten był objęty walkami podczas wojny, ludzie stąd pouciekali i już nigdy nie wrócili. W większości byli to Serbowie, którzy musieli zostawić swoje domostwa i uciekać do Serbii. Przygnębiające wrażenie, w pewnym momencie zobaczyliśmy również zrujnowaną szkołę, obok której stały samoloty wojskowe. Pamiątka minionej wojny, zostawiona ku przestrodze…

Po 2 godzinach drogi dotarliśmy do Plitwic, W cenę biletu wliczony jest również rejs statkiem oraz przejazd buso – wagonem, także niezależnie od kondycji można wybrać się do Parku. Wstęp w kwietniu: 110 kn i już niecierpliwie pędzimy zobaczyć czy rzeczywiście jest tak pięknie. No jest…Jeziora Plitwickie

 

Park Narodowy Jeziora Plitwickie słynie przede wszystkim z 16 jezior o niesamowitych kolorach, które zmieniają się w zależności od pory roku, ponadto można doliczyć się aż 92 wodospadów różnej wysokości. Łącznie jeziora zajmują powierzchnię ok. 200 ha, jednak stanowią jedynie 1% powierzchni całego Parku. Park założono w 1949 r., natomiast 30 lat później wpisano go na listę UNESCO. O dreszczyk emocji przyprawia myśl, że na tym terenie z powodzeniem żyją sobie misie, wilki i rysie, ale nic z tego. Nigdy nie pojawiają się w okolicach Jezior. Nie lubią tłumów :-)

Początkowo trasa zwiedzania wiedzie brzegiem kanionu, w którym znajdują się jeziora. Widoki są zachwycające i stąd właśnie robi się te fantastyczne zdjęcia. Tracimy poczucie czasu, nie wiemy jak długo już spacerowaliśmy, gdy dotarliśmy do statków. Oczywiście skorzystaliśmy z 20 minutowego rejsu, pięknie jest oglądać jeziora i kanion z perspektywy wody. Następnie czekała nas delikatna wspinaczka aż do ostatniego jeziora. To co po drodze widzieliśmy można opisać jako piękne, ale to nie wystarczy. Przyroda jest tak oszałamiająca, te kolory, szum wodospadu, śpiew ptaków, na twarzy czuć lekką mgiełką od znajdujących się tuż obok wodospadów, a pod stopami drewniane pomosty, które idealnie komponują się z otaczającym krajobrazem.

Gdy dotarliśmy do ostatniego jeziora, byliśmy już potwornie wygłodniali. Liczyliśmy na to, że po drodze kupimy coś w miejscach, które na mapie były oznaczone jako jadłodajnie. Niestety, poza sezonem wszystko było pozamykane, a mały batonik i banan nie na długo nam wystarczył. Wsiedliśmy w wagon, który dowiózł nas na sam początek trasy. Chociaż jedzenie było tak blisko, to jeszcze przeszliśmy na drugą stronę kanionu do Wielkiego Wodospadu. Trasa do niego była tak malownicza, że spędziliśmy na niej więcej czasu niż przy samym wodospadzie. Do wyjścia szliśmy już inną drogą, ciągle się odwracając, ponieważ z tej perspektywy wszystko wydawało się jeszcze wspanialsze.

Po blisko 5 godzinach pobytu na terenie Parku, wściekle głodni wpadliśmy do baru, znajdującego się przy wejściu i tutaj zmroziły nas trochę ceny, ale nie ostudziły apetytu, dlatego szybka matematyczna analiza pozwoliła na wyciągnięcie wniosków, że oto 2 hot–dogi wyniosą nas taniej niż 1 hamburger, a więc: 4 hot–dogi proszę!

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Podziel się z innymi na

9 Comments on “

  1. Zachwycające widoki – nie znam tych terenów dlatego z wielkim zainteresowaniem poczytałam .
    Zdjęcia śliczne i dobrze ,że dodałaś z hot-dogiem – kiedyś przywoła wspomnienie a nas …mnie rozweseliło! I o to chodzi :)
    pozdrawiam

  2. Bardzo fajny opis, oglądając zdjęcia mogłam powspominać moj pobyt w parku. Piękne miejsce.

  3. No pięknie :) Ja też złożyłam wizytę jeziorom kilka dni temu – w maju – i mam jedno zasadnicze spostrzeżenie. Na moich zdjęciach kłębią się tłumy turystów z Chin albo innych Japonii, a na Twoich zdjęciach nie ma nikogo. To oznacza, że kwiecień nie jest jeszcze sezonem, albo wycięłaś ich wszystkich w fotoszopie. Przyznaj się! :)

    1. Zdjęcia robił Paweł i jeśli już, to starał się, żebym to ja nie zasłaniała mu krajobrazu, ale rzeczywiście tak było jak na zdjęciach. Bardzo mało ludzi, w większości sami spacerowaliśmy po tych uroczych kładkach. A pogoda była śliczna!

  4. Plitvickie to moje ulubione miejsce z listy naj naj. Tam jest cudnie, ale oczywiście bez tłumu turystów byłoby lepiej, bo najpiękniejszy wodospad oglądałam przez ekrany podniesionych w górę ekranów tabletów.
    Czyli kwiecień?

    1. Zdecydowanie polecamy! Jest wiosennie, ciepło, ale bez upałów, w sam raz na długi spacer. No i jak widać po zdjęciach nie ma tłumów :)

Comments are closed.