Wielorybie safari

22.01

whale safari

Kiedy rano siedzimy w busie i ruszamy w stronę Kalofjorden, oddychamy z ulgą, wielorybie safari nie zostało odwołane! Po przyjeździe do portu, najpierw słuchamy chwilę o bezpieczeństwie, gatunkach jakie możemy spotkać, są to orki i humbaki, o tym, że orka może nas ochlapać ogonem (ale byłoby super) i o tym jak będziemy ubrani. Cały czas słyszymy, że będziemy płynąć łodzią RiB. Nie wiemy co to znaczy, wiemy tylko, że chodzi o małą łódź. Rozpoczynamy ubieranie. Na nasze spodnie i kurtki, zakładamy grube kombinezony, które są również wodoodporne i mają za zadanie unosić nas na powierzchni w przypadku wywrotki. Na górę jeszcze kamizelki ratunkowe, które pozwolą głowie utrzymać się nad wodą, w razie co… Potężne, ciężkie buty wciągamy na grube wełniane skarpety, 2 pary rękawic, gruba czapka zawiązywana pod brodą, gogle, które mamy zakładać podczas płynięcia i chustki na szyję i nos, które mogliśmy zatrzymać na pamiątkę. Tak ubrani czuliśmy się jak mumie i było nam bardzo gorąco. Ruszyliśmy w stronę przystani. Kiedy zobaczyłam przy jakiej łodzi stanął nasz skipper, zaczęłam piszczeć z radości. To był taki ponton z silnikiem, co oznacza, że sam rejs dostarczy nam niezłej adrenaliny.

tromso, whale safari

Wypływamy początkowo powoli, potem coraz szybciej i już wiemy czemu potrzebowaliśmy takiej ochrony. Krajobraz jaki nas otacza jest przepiękny. Niebieskie światło, fiord otoczony przez ośnieżone szczyty, gdzieniegdzie widać ślady lawiny. Podziwiając otaczające nas surowe piękno poczuliśmy się jak na jakiejś dalekiej arktycznej wyprawie, ej, przecież jesteśmy na dalekiej arktycznej wyprawie. Jest zimno, ponuro, śnieżnie, na wodzie niemalże złowieszczo, a my pędzimy na spotkanie z wielorybami. Bosssko…

Nawet się nie zorientowaliśmy kiedy obok nas przepłynęłam orka, nie zdążyliśmy jej ani sfotografować, ani sfilmować. Czy straciliśmy swoją jedyną szansę? Nie mieliśmy czasu się nad tym zastanawiać ponieważ na horyzoncie pojawiły się humbaki.

humbak

humbak

humbak

 

humbak

humbak

Humbak czyli długopłetwiec oceaniczny

osiąga nawet 17 metrów długości i waży do 45 ton. Wieloryby migrują, dlatego możemy je spotkać zarówno za kołem podbiegunowym jak i w wodach tropikalnych, rocznie są w stanie przepłynąć nawet 25 tys. km. Obecnie populacja odbudowuje się po spustoszeniach jakie uczyniło wielorybnictwo. Dzisiaj humbakom bardziej zagrażają zanieczyszczenia, zderzenia ze statkami czy też nielegalny połów niż wielorybnictwo. Szacuje się, że na świecie żyje ok. 80 tys. osobników. Współcześnie organizuje się raczej nurkowania z humbakami niż polowania na nie. 

Długie płetwy piersiowe humbaka podczas wyskoku z wody przypominają skrzydła i dały inspirację do greckiej nazwy megaptera, co oznacza mega – wielki, a ptera – skrzydło. Przy nas humbak tylko raz wyskoczył i to tak bardzo delikatnie, że zobaczyliśmy tylko obły kształt, spienioną wodę i plusk, bez „skrzydeł”. Dawniej humbaki wyskakiwały nawet na wysokość 6 metrów, dziś zazwyczaj skaczą około 3 metrów. Humbaka można poznać po znajdującym się nad powierzchnią wody guzkowi. Jeśli wiemy jakie proporcje ma humbak wówczas możemy sobie wyobrazić jaki olbrzym skrywa się pod wodą, skoro my widzimy jedynie fragment z guzkiem. Nie wiadomo dokładnie ile lat żyją walenie. Powszechnie uważa się, że ok. 50 – 60 lat, jednak rekordzista, którego zbadano szczątki żył 211 lat!

Zwierzę potrafi wydawać niskie dźwięki, które są słyszalne do setek kilometrów i trwają 10 – 25 minut. Chociaż zdarzało się zaobserwować humbaki, które śpiewały przez 24 godziny, robiąc przerwę jedynie na oddech. Zwierzęta wydobywają dźwięki za pomocą powietrza wydmuchiwanego przez nozdrza. Nadal nie wiadomo czemu dokładnie służą te pieśni, mogą pełnić wiele funkcji, np. do zalotów, w celu ustalenia hierarchii między samcami, orientacji w oceanie czy też ogłuszania ryb podczas polowania. 

Mały humbak waży ok. 2 ton i rodzi się ogonem do przodu, co ma ochronić go przed nabraniem wody do płuc, matka pomaga mu wypłynąć na powierzchnię, aby zaczerpnąć powietrza. Przez pierwsze pół roku matka karmi dziecko swoim różowym mlekiem, a przez następne pół młode żywi się samo, ale nadal przebywa pod opieką matki. Stopniowo oddala się od matki, ale całkowicie samodzielne staje się ok. 4 r.ż. 

Humbaki potrafią zbliżać się do łodzi z ludźmi i towarzyszyć im przez jakiś czas, jednak organizatorzy wycieczek zbliżają się przede wszystkim do samców, ponieważ samice w ciąży lub z młodymi mogłyby zaatakować łódź.

Wielorybom zdarza się zboczyć z tras swoich migracji i wpłynąć tam, gdzie normalnie nie są widywane, przez co mogą wpaść w tarapaty. Taką przygodę miał Buckie – humbak, który w 2008 roku pojawił się w Bałtyku, 29 lipca zauważono go u wybrzeża w Darłówku. Obawiano się, że zwierzę padnie z głodu, na szczęście po 3 tygodniach udało mu się odnaleźć drogę na otwarte wody.

Każdy osobnik ma niepowtarzalny wzór na ogonie, zupełnie jak ludzkie linie papilarne. Na zdjęciach płetwa ogonowa może nie wydaje się duża, ale w rzeczywistości ma rozpiętość 2 – 3 metrów! Kiedy nad powierzchnią pojawia się płetwa ogonowa, wówczas wiemy, że humbaki zanurkowały i przez najbliższe pół godziny się nie wynurzą. Płyniemy dalej.

Orki

Kiedy wpływamy do kolejnego fiordu przecieramy ze zdumienia oczy. Tafla wody jest naszpikowana ostrymi płetwami orek. Jest ich dziesiątki, pływają w stadach, które mogą liczyć od 5 do 40 osobników. Gdzieniegdzie możemy dostrzec ciekawską mordkę młodego. Lubią się witać, pocierając pyskami i skakać w towarzystwie.

Orki występują we wszystkich oceanach i większych morzach, i chociaż wolą wody zimne, to jednak spotyka się je np. w Morzu Śródziemnym. Nazywane killer whale żywią się niemalże wszystkim co jest  wodzie.

Orki to niesamowicie inteligentne stworzenia. Potrafią opracować własny system komunikacji w stadzie oraz skomplikowany plan polowania. Otaczanie ławic ryb i ogłuszanie ich ogonem czy też podpływanie blisko brzegu i wraz z falą chwytanie młodych foczek, nie robi jeszcze takiego wrażenie, jak np. wpływanie pod krę, na której znajdują się pingwiny i rozwalanie jej mocnym uderzeniem ogona. Z kolei większe kry są otaczane przez 3 orki, 2 z nich z jednej strony unoszą krę, a wówczas bezbronne pingwiny ześlizgują się wprost do paszczy 3 osobnika. Z kolei polując na duże walenie orki starają się utrzymać swoją ofiarę jak najdłużej pod wodą, aż braknie jej powietrza. Polując na morświny lub delfiny killery wykorzystują jeszcze inną umiejętność. Potrafią wyłączyć swoje sonary, dzięki czemu są niesłyszalne, posługują się jedynie wzrokiem. Z kolei delfiny wiedzą, że najsłabszą częścią ciała orek jest brzuch, dlatego zaatakowane bronią się rozcinając jej brzuch twardym pyskiem.

Na wolności orki nie atakują ludzi. Zdarza się, że człowiek przypomina im naturalne ofiary, wtedy rozpoczynają atak, ale te sprytne stworzenia szybko orientują się w pomyłce i nie robią żadnej krzywdy. Jedyne ataki na ludzi miały miejsce w delfinariach, gdzie orka celowo atakowała swojego trenera. Z resztą delfinaria to drażliwy temat. Większość orek w zamkniętych basenach choruje, zauważa się również ciągłe klapanie ogonem o powierzchnię wody, co oznacza niezadowolenie. Z resztą nie tak dawno, bo 2016 roku świat obiegło video, gdzie orka Morgan wyskoczyła z basenu w Loro Parku na Teneryfie i pozostawała tam ponad 10 minut. Zwierzęta te mogą przebywać na suchym lądzie, ale nie za długo, ponieważ pod wpływem ciężaru ciała, mogą uszkodzić sobie narządy wewnętrzne. Morgan chociaż nauczył się różnych sztuczek, to do 2010 pływał na wolności. Wtedy został wyłowiony u wybrzeży Holandii i umieszczony w małym delfinarium. Potem przeniesiono go na Teneryfę, gdzie teoretycznie miał większy basen. Jednak Morgan próbuje  popełnić samobójstwo lub wydostać się z basenu, tym bardziej, że kilka tygodni wcześniej opublikowano film, gdzie Morgan wali głową w ściany basenu. Serce pęka na samą myśl, jak to piękne, dzikie zwierzę musi cierpieć. Zarówno orki jak i delfiny niosą ogromną pomoc dla dzieci autystycznych i z chorobami psychicznymi, jednak podobne lecznicze właściwości mają psy i konie.

Może na wolności orki nie są tak blisko i nie wyskakują tak często aby każdy mógł zobaczyć, ale ten spokój i majestat, jaki bije od dzikich zwierząt to jest coś, co działa na nas kojąco.

whale safari, orka

whale safari, orka

 

whale safari, orka

whale safari, orka

whale safari, orka

Paweł miał już zsiniałe ręce od robienia zdjęć w lodowatej temperaturze, ale za nic na świecie nie chciał schować rąk, ponieważ bał się, że przeoczy szczególnie ważny moment. 

Kiedy tak dryfowaliśmy na powierzchni wody i rozglądaliśmy się dookoła niczym surykatki na sawannie, dostaliśmy gorącą czekoladę i ciasto. Siedzieć na pontonie za kołem podbiegunowym, być ubranym jak polarnik, wsuwać ciacho i zapijać czekoladą. Doznania identyczne jak leżenie na plaży pod palmą z drinkiem w ręku. Naprawdę!  Ja już dawno skończyłam drugi kawałek ciasta, kiedy udało mi się namówić Pawła, aby na chwilę odłożył aparat i się rozgrzał czekoladą. Ledwie wypił pól kubka, a jakieś 2 – 3 metry od nas przepływała para olbrzymich humbaków. Ja zamarłam z wrażenie, zauważyłam tylko jak Paweł wciska mi szybko swój kubek w rękę i wyciąga aparat. Hehe, na tym wyjeździe wyraźnie dało się zauważyć, kto potrafi zachować zdrowy rozsądek, a kto po prostu drętwieje i się gapi.

tromso, whale safari, orka, humbak

Kiedy skipper powiedział nam, że już od 5 minut powinniśmy być w porcie nie mogliśmy uwierzyć, że minęły już 2 godziny. Musieliśmy wracać. A ponieważ przekroczyliśmy czas wycieczki, to tempo powrotu było szokujące. Siedzieliśmy z Pawłem na przodzie pontonu, więc wrażenie szybkości było piorunujące.

Wyprawa na wieloryby była fantastyczna. Wisienka na torcie naszego pobytu w północnej Norwegii. Możliwość bycie gościem w świecie zwierząt dostarcza tak silnych emocji, że aż uzależnia.

 

Zobacz naszą relację z wyjazdu!

 

Pierwszy dzień. Ciekawostki:

Dworzec Centralny

Rakiety śnieżne

clarion collection hotel aurora

Zaprzęgi husky

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Pierwsza zorza i huragan:

Sommarøy, zorza polarna

Powrót do Tromso:

Arctic Cathedral Tromso

Tańcząca zorza.

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

Ostatni dzień. Podsumowanie:

clarion collection hotel aurora

Podziel się z innymi na

9 Comments on “

  1. Wiele atrakcji podczas tak krótkiego pobytu!
    Czas wykorzystaliscie wspaniałe !
    Jestem pewna ,że osoby ,które przyczyniły się do wyjazdu i kupiły bilet są dumne z pomysłu!
    Brawo Wy!

  2. Fantastyczna przygoda! Ja wieloryby oglądałam w RPA, w Hermanus, tam z kolei pływają walenie południowe. Wrażenia nieco inne, bo byliśmy na dość sporej, ładnej łodzi, wody były spokojne, pełne słońce, a my w szortach i krótkich rękawkach 😀 Walenie to wspaniałe zwierzęta, niezwykle inteligentne i wciąż bardzo tajemnicze, tak naprawdę nadal mało o nich wiemy. Ja na tym pontonie chyba umarłabym ze strachu (bycie na pełnym morzu czy oceania ogólnie trochę mnie przeraża, no i czasem choroba morska trochę łapie), choć pewnie te humbaki i orki odwróciłyby nieco moją uwagę 😉

  3. Zazdraszczam przygody!!! Musialo byc rewelacyjnie widziec te inteligentne zwierzeta w ich naturaalnym srodowisku. Z zainteresowaniem przeczytalam Twoj wpis z ktorego dowiedzialam sie duzo ciekawych informacji. Bede opowiadac je teraz swojemu synowi :) Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *