Pożegnanie z Rzymem

26 -27 października

Villa Borghese

W tym wpisie dowiecie się:

- O co chodzi z sercem w środku miasta?

- Z której rzeźby Michał Anioł nie był zadowolony i jak ją "upiększono"?

- Jak starożytni budowniczowie stworzyli ważącą 4,5 tony kopułę, która stoi do dziś?

- Dlaczego Rafael Santi i jego narzeczona to nie romantyczna historia?

- Jak odnalazła nas pamiątka z Rzymu?

- A także za co my pokochaliśmy i zapamiętamy Rzym?

Zapraszamy :)

To już nasza ostatnia doba w Rzymie. Zostało jeszcze mnóstwo rzeczy do zobaczenia, ale część z nich zostawimy sobie na kolejny raz. Rano postanowiliśmy pójść do Parku Zakochanych, czyli do Villi Borghese. Park ma kształt serca i jest pełen uroczych alejek, fontann i rzeźb. Nas najbardziej zachwyciły awanturujące się papużki w koronach drzew. Trudno było zrobić im zdjęcie, świetnie chowały się gałęziach i poruszały się bardzo zwinnie i szybko. Na wysepce pośrodku jeziora znajduje się świątynia grecka ku czci Eskulapa. Bardzo dużo spędziliśmy tu czasu i Paweł zrobił mnóstwo zdjęć. Ale nie żeby mi! Jak nie mi, to mógł chociaż tę świątynię fotografować. Ale nie! Paweł fotografował KACZKI!!! Wyglądały tak samo, jak kaczki w Parku Skaryszewskim, ale te akurat były kaczkami włoskimi i wymagały szczególnej uwagi! Mówiłam, zrób mi zdjęcie, zrób zdjęcie łódkom, może tej świątynie zrób. Wszystko na nic. Kaczki pochłonęły go do tego stopnia, że zupełnie nie zauważył, że to ja pozuję do zdjęcia, nie one! Co jak co, przyznać trzeba, bardzo ładne mu te kaczki wyszły. Wreszcie zauważył, że ludzie dookoła przyglądają mu się z zaciekawieniem, czemu on właściwie te kaczki fotografuje i zgodził się pójść dalej robiąc wcześniej mi zdjęcie - nareszcie!
Rzymskie cappuccino tak nam zasmakowało, że skusiliśmy się na kolejne w tym uroczym Parku. Posiedzieliśmy chwilkę, czekając na główne wydarzenie tego dnia.

Około 11.30 stawiliśmy się na Placu św. Piotra. Za chwilę miał się rozpocząć Anioł Pański.

Villa Borghese

Villa Borghese

Villa Borghese

Chiesa di Santa Maria sopra Minerva

Popołudnie spędziliśmy na kupowaniu pamiątek. Niedziela jest fatalnym dniem na zwiedzanie Rzymu. Wąskie uliczki zalewają tłumy pielgrzymów, przez które ciężko się przebić. We wszystkich ważniejszych miejscach ustawiają się długie kolejki. Cieszyliśmy się, że nie musimy w nich stać. 

Kiedy już kupiliśmy pamiątki dla wszystkich, ja nadal nie miałam nic na swoją półkę z pamiątkami. Zawsze staram się kupować coś, co nie tyle kojarzy się z danym miejscem, ale z tym co my dokładnie przeżyliśmy, coś co symbolizuje nasze odczucia. Odnieśliśmy zakupy do hotelu i wróciliśmy z powrotem w okolice Panteonu.
Postanowiliśmy zjeść po raz ostatni lody, wybraliśmy lodziarnię Della Palma
Po lodach ruszyliśmy zobaczyć jeszcze jeden rzymski Kościół. Był to Chiesa di Santa Maria sopra Minerva. W Kościele znajdują się groby 3 Polaków. Bez trudu dostrzeżemy, po co przychodzą tu zwiedzający. Po lewej stronie ołtarza znajduje się rzeźba Michała Anioła: Chrystus Zmartwychwstały. Ponoć sam artysta był bardzo niezadowolony z tej rzeźby. Nie zmienia to faktu, że to JEGO rzeźba i właśnie dla niej przychodzą tu wszyscy odwiedzający. Myślę, że każdego razi złota opaska, zupełnie nie pasująca do kompozycji. Jeszcze gdyby była z tego samego kamienia co rzeźba, ale złota?! Chociaż  zachwycony malarz Sebastiano del Piombo ponoć powiedział, iż kolana Chrystusa warte są więcej niż cały Rzym.
Tutaj znajduje się również grób św. Katarzyny Sieneńskiej. Warto tam podejść, nie tylko z powodu samego grobu świętej, ale stojąc przodem do Kościoła możemy w pełni docenić jego piękno. Sufit jest dosłownie niebiański. To co jeszcze przyciąga uwagę to obelisk znajdujący się przed Kościołem. Obelisk dźwiga słonik, będący dziełem Berniniego. 
Czas przedstawić jedną z najbardziej zdumiewający budowli starożytnego świata: Panteon

Grób Rafaela Santi

Panteon

Szesnaście kolumn, które zdobią Panteon, przebyło bardzo długą drogę, abyśmy mogli je teraz podziwiać. Wycięto je w egipskich kamieniołomach, następnie taszczono przez pustynię 120 km, później Nilem ok. 500 km, statkiem przez Może Śródziemne do Ostii i wreszcie Tybrem do Rzymu. Panteon w 27 r. p.n.e. zbudował Marek Agrypa, o czym mówi napis nad wejściem i z tej pierwotnej budowy zachował się portyk z tymi właśnie mierzącymi 12 metrów kolumnami, z których każda waży 60 ton. Reszta świątyni spłonęła w 80 r. n.e. Wspaniała okrągła budowla z niezwykłą kopułą powstała w 125 r. n.e., czyli i tak jest stara. Ocenia się, że kopuła waży ok. 4.535 tony. Zadziwiające, że przetrwała tysiąclecia i wciąż świetnie się trzyma. Kiedy przekraczamy próg Panteonu, który od 609 r. jest Kościołem, widzimy jego grube ściany. Między innymi dlatego kopuła tak wspaniale się utrzymuje. U jej podstawy ściany mają grubość 6,4 m, natomiast w okolicy oculusa jedynie 1,2 metry. Co więcej budowano ją z różnych materiałów. Na samej górze użyto lekkie kawałki pumeksu, a na dole ciężką skałę wulkaniczną. Patrząc z dołu wydaje się, że oculus może mieć ok. metra średnicy. W rzeczywistości ma 8,2 metra. Talent starożytnych budowniczych wciąż nas zadziwia.

W Panteonie oprócz kopuły, chcemy zobaczyć znajdujące się tu groby. Spoczywają tu znamienite osobistości: pierwszy król zjednoczonych Włoch - Wiktor Emanuel, jego syn – Umberto I oraz wspaniały artysta Rafael Santi. Obok pochowano narzeczoną Rafaela, która zmarła 3 miesiące po nim. Można by rzec … Romeo i Julia, gdyby nie fakt, że długie 6 – letnie narzeczeństwo przeplatane było zdradami artysty, który zmarł na febrę, ponoć zarażając się od swojej kochanki. Grób z gołąbkami odnaleziony. Dalej wytrwale szukamy grobu żony Umberto – Małgorzaty Sabaudzkiej. Powód jest bardzo przyziemny. To właśnie dla niej w 1889 roku po raz pierwszy przygotowano pizzę, używając kolorów flagi Włoch i na jej cześć nazwano ją pizza Margherita. Historię pizzy można poczytać tutaj: klik.

Pod Panteonem codziennie grał ktoś inny, czasami był to gitarzysta, czasami wiolonczelista itp. Dzisiejszy występ spodobał nam się szczególnie. Mieliśmy okazję posłuchać śpiewu pana Antonia Nicolosi, włoskiego tenora. To było tak przejmujące doświadczenie, że aż zabrakło mi słów. Śpiewał wspaniale, za plecami mając Panteon. To była nasza wisienka na torcie. Czułam, że nasza podróż jest spełniona, a jako pamiątkę przywiozłam jego płytę. To była taka pamiątka, jakiej potrzebowałam.
Nasza ostatnia kolacja w Rzymie, ostatni gratisowy szampan, ostatnia pizza i ostatnie lody. Naszym przemiłym kelnerom do rachunku wsunęliśmy liścik z podziękowaniami. Bo rzeczywiście jedliśmy u nich pysznie, czuliśmy się swobodnie, a kiedy zaczęli nas poznawać, witali się z nami, jak ze starymi znajomymi, tym swoim przeciągłym ciaaaaao, wiedzieliśmy że za tym też będziemy tęsknić. Do hotelu wróciliśmy spacerkiem. Ostatni nasz 40 minutowy spacer po nocnym Rzymie.

I nadszedł dzień wyjazdu. Bardzo smutny dzień. 
Zjedliśmy nasze ostatnie włoskie śniadanie. Na przykładzie naszej kawiarenki można zaobserwować jak zmienia się stosunek Włochów do przyjezdnych. Na początku obsługiwali nas trochę oschle, prego było takie harde, stanowcze. A kiedy już nas poznawali witali i żegnali wesołym Ciaaao z szerokim uśmiechem.

Myślę, że każdy chociaż raz powinien odwiedzić Rzym. To niezwykłe miasto. Jeśli teraz myślę o Rzymie to kojarzy mi się z kilkoma aspektami.
Ruch na drogach. To po prostu ewenement. Tutaj hasło przewodnie to klakson jest po to, żeby trąbić i trąbią wszyscy. Skutery szaleją. Piesi przechodzą na każdym możliwym świetle. Zatory, wymuszenia, awantury … po prostu szał. W niedzielny wieczór na jednym z głównych skrzyżowań, dookoła ronda stały tłumy turystów fotografując i filmując, to co się działo na drodze. 

p1050633
Jedzenie. Mmmmmm… Kuchnia włoska to po prostu raj dla podniebienia. Pizze, makarony, lody, sałatki, owoce morze, pana cotta czy tiramisu. Zabrakło nam dni, aby zjeść wszystko to, na co mamy ochotę. Równie piękne jak to co mamy na talerzu jest to, gdzie jemy. Ogródki restauracyjne na uroczych, wąskich, brukowanych kostką uliczkach, do tego skrzypek czy gitarzysta, włoskie melodie… jak w filmie… Można poczuć się absolutnie szczęśliwym... aż do momentu płacenia 😛

Zatybrze
Włosi. Rzym nie miałby tego klimatu, gdyby nie osobowość jego mieszkańców. Jak argumentowała Elizabeth Gilbert w swojej książce „Jedz, módl się, kochaj” – włoski to nie tylko słowa, to przede wszystkim gesty. Oj tak. Włosi to naród głośny, emocjonalny, wymachujący rękami na wszystkie strony, jeśli im się coś podoba będą się zachwycać tak, że wszyscy ich usłyszą, a kiedy coś jest nie po ich myśli, o tym również wszyscy się dowiedzą. Raz nam się zdarzyło jeść kolację, w otoczeniu sporej grupki Włochów. Rany, ja nie słyszałam, co Paweł do mnie mówił po drugiej stronie stolika. W naszej restauracji, kiedy już zaczęli nas poznawać dostawiliśmy darmowego szampana na początek posiłku i drinka na koniec. Ale pewnego dnia kelner przyniósł mi również czekoladowe ciasto, o które wcześniej pytałam. Mrugnął okiem i życzył smacznego. Na rachunku również tego nie było. Paweł na to: Wydaje mi się, że on cię podrywa, ale dopóki będziesz się dzielić nie mam nic przeciwko. Po czym zabrał się do zjadania mojego ciastka. Oczywiście kelner wcale nie miał na celu żadnego podrywania. Tacy już są serdeczni, jeśli kogoś polubią. Albo Roberto, nasz taksówkarz w Cassino. Bez niego ta wycieczka miałaby zupełnie inny klimat. 
Zabytki. My nie dotarliśmy do nowoczesnej dzielnicy EUR, więc dla nas Rzym to przede wszystkim starożytność i renesans. Dzieła Michała Anioła, Berniniego, Caravaggia i wielu innych można spotkać niemalże na każdym kroku. Jakby tych historycznych świadectw było mało, w Rzymie umiejscowiono akcję niezliczonej ilości książek i filmów. Każdy może znaleźć swój sposób na zwiedzanie Rzymu.

Palatyn
I to jest właśnie niesamowite w Rzymie. Tutaj ludzie mogą przyjeżdżać z rozmaitych powodów. Jedni chcą jeść, inni zwiedzać zabytki, jeszcze inni pielgrzymują do Watykanu czy też podążają śladami swoich ulubionych bohaterów literackich lub filmowych. Nikt nie wróci stąd z pustymi rękami. Każdy zabierze ze sobą cząstkę Rzymu.

Poczytaj dalszą część tej historii:

Rzym nocą: klik

Koloseum i reszta, Czar Zatybrza, Usta prawdy i wyjątkowa dziurka od klucza: klik

Kościół Quo Vadis, Via Appia Antica, paszkwile i koty w centrum miasta: klik

Powrót do Rzymu z rodzinką: klik

Co pysznego wcinaliśmy: klik

Podziel się z innymi na

6 Comments on “

  1. Bardzo lubię ten moment, gdy w ostatnich godzinach podróży listuję miejsca warte odwiedzenia następnym razem. Ta chęć powrotu jest najlepszym podsumowaniem wyjazdu :)

Comments are closed.