Powrót do Rzymu w gronie rodzinnym

21 - 23.03. 2015 

Rzym

Ten wpis będzie trochę inny niż pozostałe. Kiedy w niespełna pól roku po naszej wizycie w Rzymie, wróciliśmy do niego razem z naszą rodziną, odwiedziliśmy miejsca, które już wcześniej widzieliśmy i które zostały opisane w innym wpisie. Dlatego tutaj opiszemy tylko relację z tego krótkiego rodzinnego pobytu, emocje i przeżycia z nim związane, oraz radość z tego, że mogliśmy pokazać miasto naszym najbliższym.

Zacznijmy od początku, ta historia zaczyna się w dniu 24 grudnia 2013, kiedy to Mikołaj przyniósł babci Pawła prezent w postaci biletów lotniczych do Rzymu. Zobaczyć Watykan to zawsze było jej największe marzenie. 

Ale przecież nie możemy puścić babci samej! Gdzież tam, sama będzie leciała?! Wszak to trzeba pokazać, oprowadzić, przy odprawie pomóc, pizzę zamówić... No to my też lecimy. Ale Pawła mama pozazdrościła babci prezentu i ona też chce. Sama sobie zrobi prezent. Czyli jest nasz czwórka. A moi rodzice? - szepnęłam nieśmiało... Paweł westchnął tylko, że cała pielgrzymka się uzbierała. No i lecimy wszyscy!!!! :)

21 marca nasza mała wycieczka stanęła wreszcie na lotnisku. Wszyscy byli rozemocjonowani. Przerażenie mieszało się z radością. Oprócz mojej mamy i nas, reszta jeszcze nigdy nie leciała samolotem.

Lot do Rzymu

Lot do Rzymu

W autobusie do Rzymu nasza rodzinka wciąż dziwiła się sposobem jazdy Włochów, a czasami wydawali takie piski, że aż kierowca się uśmiał.

A mnie ogarnęło ogromne wzruszenie, możliwość powrotu tutaj dała mi ogromną radość. Ja po prostu jestem zakochana w Rzymie. Wiem, że jest brudno, wiem, że jest głośno, tłoczno i chaotycznie, ale nic na to nie poradzę, że go po prostu kocham! Wyglądałam przez okno, patrzyłam na znajome widoki i całą sobą cieszyłam się z powrotu, już w tamtej chwili wiedziałam jedno. Przy najbliższej okazji wrócę tu jeszcze raz, a potem kolejny...
Kiedy trafiliśmy pod adres naszego apartamentu, zjawiła się Martina. Przyznam się, że wchodziłam do niego bardzo zdenerwowana, bojąc się co tam zastaniemy. Kilka razy zmieniali nam adres, a opinie na które trafialiśmy już po wpłaceniu pieniędzy, nie były ciekawe. A to, ze oszukali, okradli, pokoje brzydkie, bardzo się baliśmy czy nas nie oszukają. Kiedy weszliśmy do środka, okazało się, że rzeczywiście nas oszukali. To był zupełnie inny pokój niż ten, o którym pisaliśmy w ostatnich mailach. Ale za to dużo piękniejszy! Dwie sypialnie, kuchnia i duży salon z kominkiem i okrągłym stołem. W salonie stało duże łóżko, a naprzeciwko łóżka ogromne okno balkonowe, a za oknem widok, który zapierał dech w piersiach. Pięknie oświetlona Bazylika św. Piotra. W najśmielszych snach byśmy nie podejrzewała, że z tego całego zamieszania wyjdzie takie cudo.

Uprosiłam całe towarzystwo, żeby pozwolili mi spać w salonie i zabroniłam zasuwania żaluzji.

Rzym

Rzym

Kiedy już się rozlokowaliśmy w naszym apartamencie ruszyliśmy na pierwszy spacer po Rzymie.Było ok 20.00, ale nasi dzielni towarzysze nie dali się zmęczeniu. Nie wiedzieli niestety na co się piszą :)

Powolutku dotarliśmy do Watykanu. Wszyscy byli zachwyceni i zaskoczeni ogromem Bazyliki. Pokazaliśmy im płytkę od złudzenia optycznego i wreszcie ruszyliśmy na pizzę do naszej restauracji, w której w październiku codziennie jedliśmy kolację.
Jak tylko weszliśmy dwóch kelnerów, którzy nas obsługiwali poprzednim razem natychmiast nas rozpoznało, przywitali się z nami jak ze starymi znajomymi i cała nasza grupa dostała powitalnego szampana. Wreszcie wygłodniali dostaliśmy nasze pyszne, włoskie pizze. Wracając wstąpiliśmy na Piazza Navona, jeden z najpiękniejszych rzymskich placów, z trzema wspaniałymi fontannami, z których Fontanna Czterech Rzek najmocniej przyciąga wzrok.

Watykan

Piazza Navona

Ruszyliśmy w stronę hotelu. Niestety Pawła telefon w pewnym momencie przestał działać i zgubiliśmy drogę. To znaczy skręciliśmy w dobrą stronę, ale powinniśmy iść prawą stroną ulicy i wejść w tunel, a my szliśmy lewą stroną, która to biegła pod górkę i zakręcała coraz bardziej w lewo, oddalając się od naszego celu. Nasza wycieczka najpierw ostatkiem sił wchodziła pod górę, by za chwilę z niej schodzić. Musieliśmy nadrobić drogi, aby wrócić na znajomą trasę. Jestem pełna podziwu, że żadne z nich nawet przez chwilę nie marudziło, że jest zmęczone, czy że coś boli. Wspominałam, że zaczęło padać? Nie? No więc zaczęło. Mi osobiście zupełnie nie przeszkadzała sytuacja w jakiej się znaleźliśmy. Przypominałam sobie, jak kilka miesięcy wcześniej tymi uliczkami błądziliśmy z Pawłem przez całą noc. Lubię to miasto, nawet jak moknę i błądzę po nim. Ale tym razem troszkę denerwowaliśmy tym przedłużającym się powrotem do domu, bo wiedzieliśmy, że a to boli kolano, a to kręgosłup, a to nogi, ale nikt nic nie mówił. Takich dzielnych mieliśmy towarzyszy!  Wreszcie zmoknięci, wyczerpani, obolali ok. 1 w nocy znaleźliśmy nasz nocleg. Spaliśmy jak susły.

22.10.2015 Niedziela

Wstaliśmy bardzo wcześnie. Planowaliśmy z Pawłem skoczyć do jakieś sklepu i kupić pieczywo. Cała nasza grupa chciała wcześnie rano wyruszyć na zwiedzanie. Niestety, pogoda była okropna, a Paweł sprawdził w Internecie, że Carrefour dopiero od 8.30. Zrobiliśmy więc śniadanie z tego co mieliśmy. Resztki kanapek, przywiezionych z Polski, wafle ryżowe i maca czosnkowa. Nadkładaliśmy ogromną ilością kabanosów i wędliny. Wreszcie wszyscy się nasyciliśmy i wyruszyliśmy w stronę Watykanu. Na szczęście mama Pawła wzięła aż trzy parasolki, dodatkowo babcia miała uroczy płaszczyk przeciwdeszczowy, który wprawił wszystkich w doskonałe humory.

 

Rzym

watykan

Watykan

Bazylika św. Piotra

Długo spacerowaliśmy po Bazylice i Grotach. Pokazaliśmy Pietę, Grób Jana Pawła II, Baldachim, pod którym znajduje się Grób św. Piotra i płytkę z długością Bazyliki Mariackiej w Gnieźnie. Wreszcie nadszedł czas na opuszczenie Bazyliki. Ku naszej radości przestało padać i powoli zaczęło pojawiać się słońce. 

Bazylika św. Piotra

Po zwiedzaniu Bazyliki mieliśmy jeszcze około 20 minut do Anioła Pańskiego, więc poszliśmy kupić pamiątki. Wróciliśmy idealnie na Anioł Pański. Ogromne przeżycie, tego nie da się opisać, nawet nie będę próbować. Dla naszej rodziny było to wielkie wzruszenie. Ja to przeżyłam po raz drugi i spotkanie z Papieżem zrobiło na mnie nie mniejsze wrażenie niż za pierwszym razem.

plac św. Piotra

Bazylika św, Piotra

Plac św. Piotra

Kolejny punkt, jaki zaplanowaliśmy to było Koloseum. Miało być łatwo. Wystarczy wsiąść w metro i wysiąść pod samym amfiteatrem. Niestety w Rzymie akurat odbywał się maraton, przez co część ulic była zamknięta, autobusy miały pozmieniane trasy i nie jeździły zgodnie z rozkładem, o czym mieliśmy się jeszcze wielokrotnie przekonać tego dnia.

Aby dostać się do Koloseum musieliśmy przeciągnąć naszą rodzinkę spory kawałek. Po sesji zdjęciowej pod tym dziełem sztuki rzymskich architektów, czekaliśmy chwilę na autobus, który oczywiście nie przyjechał. Podreptaliśmy więc powolutku do kolejnej stacji metra Circo Massimo. Bo bliżej nam było, niż wracać z powrotem pod górę do stacji Colosseo. I tam pozwoliliśmy, żeby nasi dzielni spacerowicze odetchnęli przy pysznym cappuccino i słodkich rogalikach z widokiem na Palatyn. Byliśmy tutaj w październiku, więc mieliśmy pewność, że będzie pysznie. Ach, jak ja za tym tęskniłam! I jestem pewna, że nasi też zatęsknią…

Koloseum

Rzym

Metrem ruszyliśmy do Bazyliki Św. Pawła za Murami , która swoimi ogromnymi rozmiarami, po prostu musi wywrzeć silne wrażenie.

Nasza wycieczka była już porządnie zmęczona. Plan był taki. Wracamy metrem do Termini, stamtąd autobusem w okolice Panteonu. Zwiedzamy Panteon i idziemy jeść. Niestety, z racji maratonu, autobus pojechał w zupełnie inną stronę, omijając cały „stary Rzym”. Wysiedliśmy przy Villa Borghese, skąd metrem dojechaliśmy do Placu Barberini. I spacer do Panteonu. Pawła babcia już się nie mogła doczekać pizzy, podobnie jak reszta grupy, wiec w restauracji pełnia szczęścia u wszystkich.
Później złośliwie zaprowadziliśmy ich do lodziarni Della Palma ze 150 smakami lodów. Mój tata od razu się poddał, usiadł i powiedział, że chce to co mama. Reszta dzielnie walczyła przy ladzie. Trudno zdecydować się tylko na 3 smaki.

Bazylika św. Pawła

Della Palma

Panteon

Powoli ruszyliśmy na przystanek autobusowy przy Torre Argentina, modląc się, żeby coś przyjechało. Udało się. Przyjechał nasz autobus. W mieszkaniu byliśmy w miarę wcześnie, w porównaniu, do poprzedniego dnia, bo już po 22.00. Ale nasi podróżnicy…. zdjęcia najlepiej to oddają. :):):):)
Przynajmniej wiem, że poczuli to samo co ja kocham w podróżowaniu. Ten cudowny stan, kiedy z ogromnym zmęczeniem kładziesz się do łózka, wiedząc, że wykorzystałeś dzień maksymalnie i nie utraciłeś nawet jednej minuty.

Rzym

Rzym

Rzym

Budzik nastawiłam na 5.30, zdecydowanie za wcześnie. Do pierwszego dzwonienia nawet się nie podniosłam, drugie wyciszyłam, podobnie jak trzecie. I pewnie bym się tak bawiła w najlepsze, gdyby Paweł nie postanowił jednak się obudzić. „Otwórz oczy” – mówi do mnie. Jest mało przekonujący, jak mój budzik. „Zobacz, co jest za oknem” No dobra, mogę jedno oko otworzyć. Kojarzycie taki moment, kiedy na kilka chwil ogarnia Was pełnia szczęścia w podróży, jakiś błogi spokój, poczucie, że jesteście tu, gdzie powinniście i chcecie, żeby ta chwila trwała tak po prostu, nic nie robiąc, bez słów. Właśnie to w tej chwili czułam. Leżałam sobie w wygodnym łóżku na przeciwko olbrzymiego okna, a przede mną wspaniały widok na Bazylikę św. Piotra jeszcze oświetloną w szarościach poranka. Z każdą chwilą było coraz widniej. Słoneczko wstawało gdzieś za naszymi plecami, a Bazylika wyglądała tak pięknie spokojnie. Niestety, żadne z nas nie ruszyło się po aparat, było tak cicho, że nie chcieliśmy niczego zmieniać.

Czas na powrót. Musiałam obudzić moich rodziców, bo podczas całego pobytu spali wyjątkowo dobrze. Po śniadaniu zrobiliśmy sobie sesję fotograficzną na balkonie, pogoda tego poranka była piękna.

Watykan

Rzym - rodzinne zwiedzanie

Watykan

Watykan

P1050777

Po dotarciu na Termini mieliśmy jeszcze sporo czasu do autobusu na lotnisko, więc skusiliśmy się na ostatnie cappuccino i croissanty. Niestety nie było tylu sztuk moich ulubionych z kremem, więc wzięliśmy jeszcze z marmoladą, z białą i ciemną czekoladą. Te dwa ostatnie dały w kość mi i Pawła mamie. Biała czekolada smakowała tak, jakby ktoś ją obsypał cukrem pudrem, a ciemna, jakby ją wymieszał z nutellą i posłodził. Poziom cukru zabójczy!

Spokojny lot i bezpieczny powrót do domu. Podróżowanie z rodziną to jednak zupełnie inna bajka. Zwłaszcza, że nasi towarzysze to raczkujący podróżnicy, więc czasami chciałam ich powiązać, żeby się nie gubili. :) Chociaż niewątpliwie tendencja do odłączania się i gubienia świadczy o pewnym poziomie odwagi i ciekawości świata. :)
Ta nasza wspólna wycieczka dała mi i Pawłowi mnóstwo radości. Mogliśmy zaprowadzić najbliższych w ulubione miejsca, podzielić się tym co wiemy, obserwować ich reakcje, cieszyć się ich radością i z satysfakcją patrzeć jak totalnie wyczerpani wracają do pokoju z poczuciem, że nie zmarnowali ani jednej chwili.
A po powrocie.... pani Małgosia co chwila wspomina, że chętnie by wróciła na chwilkę napić się cappuccino, babcia Pawła codziennie ogląda album ze zdjęciami, moja mama opowiada wszystkim znajomym co widziała. Tylko tata jedyny chodzi szczęśliwy, że wrócił do domu. I chociaż bardzo mu się podobało, to nie wiem czy jeszcze go kiedyś namówię na opuszczenie domowych pieleszy. A może… Zamiłowania do podróży na pewno nie odziedziczyłam po nim 😉
Ciekawe co przyniesie los. Czy wyruszymy jeszcze kiedyś gdzieś razem? Czy uda nam się jeszcze raz wrócić do Rzymu? Mam nadzieję, że kiedyś odpowiem: TAK! i o tym napiszę :)

Watykan

Podziel się z innymi na

6 Comments on “

  1. I ja muszę do Rzymu wrócić, bo coś mało pamiętam i mam wrażenie jakbym się zbyt stamtąd pośpieszyła do Florencji :) Trzeba wrócić!

  2. Aż nie mogłam się oderwać od czytania. Tak zaciekawiłaś mnie tym wpisem, że jestem ciekawa czy dla mnie uda się kiedyś wybrać na taką wycieczkę do Rzymu.
    Świetny wpis, pozdrawiam 😉

Comments are closed.