Sommarøy

zorza polarna i huragan, 

18 - 19.01

Sommarøy

Sommarøy

Sommarøy

Sommarøy, zorza polarna

Sommarøy, zorza polarna

Sommarøy, zorza polarna

Sommarøy, zorza polarna

Sommarøy Arctic Hotel

18.01 Środa wieczór

O 21.00 odebrał nas lokalny przewodnik I zabrał do wybudowanego przez siebie małego, drewnianego domku. Niebo było zachmurzone, a my mieliśmy tak siedzieć, popijać herbatę lub gorącą czekoladę, zajadać się ciastkami i czekać, aż się rozpogodzi. W tamtej chwili nie byłam tym zachwycona. Uważałam, że powinniśmy jeździć i szukać zorzy, ale później dowiedzieliśmy się, że znaczenie ma bezchmurne niebo, więc jeśli zorza się pojawi, to będzie widoczna z każdego miejsca, byleby ustąpiły chmury i było ciemno, zatem nic nam nie da zmiana miejsca jeśli są chmury. Także pełni nadziei nastawiliśmy się na długie oczekiwanie. Przewodnik powiedział nam, że będziemy siedzieć tak długo jak chcemy. Razem z nami było sympatyczne niemieckie małżeństwo. Słuchaliśmy ciekawostek o wyspie Sommarøy, oglądaliśmy zdjęcia wyspy z różnych pór roku i co kilka minut wychodziliśmy sprawdzać czy coś się nie zmieniło na niebie. W jednym z takich momentów, staliśmy z Pawłem na dworze i zawiedzeni patrzyliśmy w niebo, niby chmury się rozstąpiły, ale zorzy nie było, gapiliśmy się na podłużny obłok bez słowa. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk, jakby wiatr lub gwizd i chmura zaczęła się mienić. Jakby sama w sobie kotłować. Słyszałam legendy o śpiewającej zorzy, ale ponoć to nieprawda. W każdym razie to właśnie ten dźwięk sprawił, że poszłam po przewodnika i powiedziałam, że chyba coś się pojawiło na niebie, pokazałam mu podłużną chmurę, a on na to, że tak, to zorza, tylko bardzo słaba. Powiedział, abyśmy spróbowali zrobić jej zdjęcie naszą lustrzanką. Dał nam statyw, Paweł powalczył chwilę z ustawieniami, długi czas naświetlania i czekamy podekscytowani. I rzeczywiście na zdjęciu wyszło zielone niebo, co oznacza, że zorza była za słaba, aby mogło uchwycić ją ludzkie oko, ale to była nasza pierwsza zorza. Wkrótce nawet przez aparat już nie było jej widać. Niemiecka para pojechała ok. 23.00, przewodnik powiedział nam zdanie, genialne w swej prostocie. Jeśli zostaniecie to może zobaczycie zorzę, jeśli pójdziecie spać, to na pewno jej nie zobaczycie, więc zostaliśmy do 1.00 w nocy, ale nic się już nie wydarzyło. Niebo zachmurzyło się, wiatru nie było, więc zrezygnowaliśmy rozczarowani. Przewodnik mówił nam, że nie jest prawdą, że zorza śpiewa, ale my coś słyszeliśmy, akurat w momencie, kiedy zobaczyliśmy chmurkę, która później okazała się zorzą. Po powrocie zaczęłam czytać o dźwiękach i w zasadzie nie ma naukowych potwierdzeń jakoby zorza wydawała jakieś dźwięki, ale takie legendy krążą i nie wiadomo skąd się biorą. Z resztą jeszcze wiele niewyjaśnionych tajemnic skrywa w sobie zorza.

Wróciliśmy do naszego domku, chwilę się pokręciliśmy i poszłam się kąpać. Kiedy skończyłam, Paweł stał na zewnątrz na tarasie i wołał, abym wyszła na zewnątrz. Ubrałam się i wychyliłam nos, pokazuje mi białą podłużną mgiełkę na niebie i pyta czy to zorza polarna? Ustawiliśmy aparat dla sprawdzenia i rzeczywiście to była zorza. Pomiędzy 2 a 3 nad ranem siedzieliśmy na oblodzonym tarasie i gapiliśmy się na niebo. Zorza nie miała takich pięknych kolorów jak na zdjęciach, wokół nas było za jasno lub zorza była za słaba. Faktem jest, że dzięki tej jasności mogliśmy naszym aparatem zrobić sami sobie zdjęcie z zorzą. Jak się później przekonaliśmy w zupełnych ciemnościach nie byłoby to możliwe. Zorza pojawiała się i znikała, raz była smugą, raz rozchodziła się promieniście, a czasami przypominała lekkie pociągnięcia pędzlem, i chociaż widzieliśmy wyraźnie, że faluje to jednak na żywo była dla nas białą smugą. Kiedy zorza zniknęła poszliśmy spać, było ok. 4 nad ranem.

19.01 Czwartek

Tego ranka obudziły nas bardzo silne podmuchy wiatru, nadszedł zapowiadany huragan, straciliśmy nadzieję na oglądanie wielorybów. Poszliśmy na śniadanie, na wszelki wypadek zapytałam o wieloryby, nic z tego, pieniądze nam zwrócą oczywiście, ale w taki sam sposób w jaki je wpłaciliśmy czyli na konto. Niestety nie było możliwości wypłaty gotówki, a bardzo by się nam przydała. Na szczęście wzięliśmy zapasowe euro, więc jeśli pogoda się poprawi, dokupimy jeszcze wieloryby w Tromso. Wracając ze śniadania, nagle straciłam poczucie, że panuję nad swoim ciałem, wiatr pchał mnie po oblodzonej drodze, a ja w żaden sposób nie mogłam się zatrzymać. Wywołało to wesołość wśród obserwujących nas robotników. Tak właśnie, pomimo huraganu, który kazał nam siedzieć cały dzień w domku, inni ludzie odziani w grube kurtki i potężne buty normalnie wykonywali prace remontowe. Siedzieliśmy w domu, czytaliśmy, rozwiązywaliśmy krzyżówki, siedzieliśmy w necie… bo Internet śmiga nawet podczas huraganu i co jakiś czas sprawdzaliśmy czy na dworze coś się zmienia. Kiedy tylko pojawiło się błękitne niebo, a nad wodą zaczęły krążyć ptaki, ubraliśmy się szybko na spacer, w końcu Sommarøy, to niezwykle malownicza wyspa, aż żal, że nie mogliśmy się z nią lepiej zapoznać. Przeszliśmy raptem kilkadziesiąt metrów, kiedy huragan ponownie uderzył. Na zewnątrz nie był tak przerażający jak wtedy gdy siedzieliśmy w domu, nawet było całkiem zabawnie, kiedy tak nami miotało i zasypywało śniegiem. Postanowiliśmy pokazać naszym vlogowym widzom jak spędzamy wymarzony urlop i nakręciliśmy SMS-a, na którym  niewiele słychać, ale za to fajnie widać co się działo :) 

 

Kiedy już nas przewiało na wszystkie strony, wróciliśmy do domku. Obiad, kolacja i spanie. Tej nocy spało nam się kiepsko, wiatr wiał tak silny, że baliśmy się, że zdmuchnie nam dach. Wiadomo, że w nocy strach ma jeszcze większe oczy, a domek zdawał się cały ruszać, wszystko trzeszczało i trzęsło się. W takich skandynawskich domkach mieszkają wszyscy, mają cienkie ściany, ogrzewanie na prąd i wydają się nieodporne na pogodę, ale pozory mylą. Nic się nie wydarzyło, zarówno domek jak i my przetrwaliśmy nocną wichurę.

Link:

Bez tytułu

 

Zobacz naszą relację z wyjazdu!

 

Norwegia ciekawostki:

Dworzec Centralny

Rakiety

śnieżne jacuzzi:

clarion collection hotel aurora

Zaprzęgi husky

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Powrót do Tromso:

Arctic Cathedral Tromso

Tańcząca zorza.

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

Safari wielorybie

whale safari, orka

Ostatni dzień. Podsumowanie:

clarion collection hotel aurora

Podziel się z innymi na

9 Comments on “

  1. Choć mała to i tak piękna ta zorza. Bardzo chciałabym i ja ją kiedyś zobaczyć. Choć i same domki wyglądają uroczo.
    Mała, ale warta opowiadania przygoda.

    1. oj tak, my już straciliśmy całą nadzieję. Nasz tydzień był okropny jeśli chodzi o pogodę. Takie uroki Arktyki. Tym większe szczęście, że się udało kilka dni później :)

    1. My też traciliśmy już wiarę. Tym bardziej, że nie jest to tani kierunek, więc nie prędko znów by się udało odłożyć. Trzymamy kciuki za Ciebie, aby kolejna próba się powiodła :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *