W poszukiwaniu zorzy polarnej

21.01

Tromso, ABC Hostel

Bez większego zapału poszliśmy na nasze konserwowe śniadanie, dobrze chociaż, że w hostelu była herbata i cukier. Gdyby jednak zabrakło nam naszego jedzenia, to w jadalni stała lodówka, w której ludzie zostawiali jedzenie do podziału, więc z głodu byśmy nie zginęli. :)

W informacji udało nam się zapisać na wieloryby na następny dzień, oczywiście bez gwarancji czy wypłyniemy, ale musieliśmy spróbować. Potem wróciliśmy na obiad, tym razem ugotowaliśmy sobie zupkę chińską, do której zagryzaliśmy kabanosy. :) 

Pełni nadziei oczekiwaliśmy na wieczorny wyjazd na zorzę. 

Northern Shots Tours

Tego dnia do Tromso wracało słońce, był to ostatni dzień nocy polarnej. W związku z tym o 18.00 rozpoczął się pokaz fajerwerek, które miały być odpalone w Sylwestra, ale pogoda pokrzyżowała plany, więc fajerwerki zostawiono na powitanie słońca. My ich już nie widzieliśmy, ponieważ pełni napięcia siedzieliśmy w autobusie. 

Kiedy czytałam blogi przed wyjazdem, niektórzy pisali, że nie warto płacić za agencje, skoro można wynająć samochód i wystarczy pojechać tam gdzie jest ciemno. Zgadza się, jeśli macie szczęście i bezchmurne niebo, rzeczywiście tak jest. Przy bezchmurnym niebie, wystarczy wyjechać z miasta i czekać. Jeśli zorza jest, to ją zobaczycie. Natomiast jeśli traficie na taki okres jak my, czyli mamy sobotę, a zorzę ostatni raz widziano w poniedziałek, to już nie jest to takie proste. Najpierw decyzję o wyjeździe podejmują firmy transportowe, to one oceniają czy na drodze jest bezpiecznie. Następnie ok. 17.00 biura otrzymują aktualną prognozę pogody, jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia zorzy oraz gdzie można szukać bezchmurnego nieba. Dopiero wtedy zapadają decyzje czy i gdzie jechać.

W trakcie jazdy przewodnik tłumaczył na czym polega zjawisko zorzy oraz jakie warunki muszą być spełnione aby ją zobaczyć. Powtórzył również to, co mówił Paweł, że na żywo zorza nie jest taka jak na zdjęciach, więc żebyśmy nie byli rozczarowani. Spuściłam nos na kwintę. Jeśli znów zobaczymy białą mgiełkę, to znaczy, że wyrzuciliśmy pieniądze w błoto. Ech… no trudno, przynajmniej spróbowaliśmy. 

Pierwszy postój, zapadamy się w śniegu po kolana,  stoimy nad wodą i czekamy. Przez 20 minut nic się nie dzieje. Przewodnik postanawia jechać dalej, w kierunku fińskiej granicy. Mijamy wiele grup, patrzących w niebo. Nagle z tyłu naszego autobusu ludzie zaczęli wydawać z siebie ochy i achy w wielu językach. Na niebie delikatnie zaczęła malować się zorza. Kierowcy szybko udało się znaleźć zatoczkę, wysypaliśmy się z autokaru podekscytowani. Od Northern Shots Tour dostaliśmy statyw, więc kiedy tylko wyszliśmy, Paweł rozpoczął gorączkowe rozstawianie statywu, przykręcanie aparatu, ustawienia... kiedy sprzęt był już gotowy, wspiął się na ogromna zaspę śnieżną, na której próbował ustawić statyw, zapadł się w śnieg po pas, na kolanach wdrapywał się dalej, statyw niemalże w całości zapadł się w śnieg i wreszcie udało mu się rozpocząć fotografowanie zorzy. Pewnie zastanawiacie się, co ja robiłam w tym czasie? Kończyłam robić 7 kilometr wokół własnej osi. Taki był właśnie ze mnie pożytek... Dobrze, że chociaż jedno z nas zachowało zdrowy rozsądek.

Po pierwszych emocjach, postanowiliśmy pójść za zaspę, tam było równiej i dużo łatwiej utrzymać się na nogach. Paweł zdrętwiałymi z zimna palcami próbował nie tylko robić zdjęcia, ale jeszcze wpłynąć na mnie:

-Nie skacz przy aparacie, bo zdjęcia nie wyjdą. To że odsunęłaś się o metr to wcale nie oznacza, że nie skaczesz przy aparacie. 

- Dobra, już dobra, to się położę.

Tak też zrobiłam. Położyłam się i zafascynowana gapiłam w niebo. W ten sposób zrealizowałam 10 punkt  z mojej listy :)

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

zorza polarna, northern lights, aurora borealis

Na naszym aparacie zdjęcia nie chciały wyjść tak jakbyśmy tego chcieli, a już zrobić sobie zdjęcie z zorzą, okazało się niemożliwe, postanowiliśmy więc skusić się na zdjęcie od fotografa. które później można kupić. Kiedy nadeszła nasza kolej do pozowania, rozpoczął się nieziemski spektakl. To co zaczęło się dziać na niebie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Całe niebo rozbłysło w zielonych tonacjach, wokół nas zrobiło się bardzo jasno, a zorza tańczyła niczym olbrzymia wstęga, poruszana przez wiatr. Była wszędzie, co chwila pojawiły się nowe zorze w różnych miejscach nieba, ale punktem kulminacyjnym tego przedstawienia była zmiana barw, nagle z zielonej zaczęła zmieniać się w różową. To było niesamowite, piękne, ludzie reagowali bardzo żywiołowo, wzdychając i pokazując sobie to majestatyczne zjawisko. Ja tylko powtarzałam, wiedziałam, wiedziałam… Przecież wiedziałam, że to musi być coś więcej niż biała mgiełka, która tylko na zdjęciu jest zielona... Staliśmy oniemiali, nie mogąc ogarnąć słowami piękna tego zjawiska. Ta zielono – różowa wstęga trwała kilka chwil, potem znów zrobiła się "tylko" zielona, a na ziemi zrobiło się ponownie ciemno. I dopiero wtedy wróciliśmy do pozowania. Zdjęcie od fotografa wyszło pięknie. Te nasze nie są aż tak zachwycające, ale najważniejsze jest to, co zobaczyliśmy. Nigdy tego nie zapomnimy.

Zorza to zjawisko, które fascynuje ludzi od zarania dziejów. Plemiona z północy zjawisko tłumaczyły sobie na wiele sposobów. Pradawni Finowie nazywali ją Lisim Ogonem, od Lisa, który miał zamiatać śnieg do nieba swoim ogonem. Z kolei w Ameryce Północnej uważano, że zorza to taniec ludzkich dusz. Bardziej pesymistyczną wersją były duchy zabitych wrogów, zwiastujących wojny i zarazy. Inne wierzenia mówią o tańcu dusz zwierzęcych, a może to zmarli którzy grają głową w piłkę lub czaszką morsa? A może zupełnie na odwrót, morsy grające ludzką czaszką? Ludzkość podejmowała próby wyjaśnienia tego zjawiska od wieków i tak jest do dzisiejszego dnia. Zorza to zjawisko, która do wciąż skrywa w sobie wiele tajemnic, nadal mówi się o teoriach powstawania zorzy. Wiadomo już skąd się biorą różne kolory zorzy, ale nadal nie wiadomo, skąd różnorodność kształtów? 

Przeczytałam mnóstwo artykułów tłumaczących zjawisko powstawania zorzy, ale dla kogoś tak bardzo „nie fizycznego” jak ja, trudno to zrozumieć. Udało mi się wyodrębnić to co najistotniejsze dla humanistycznego umysłu. Otóż na słońcu dochodzi do wybuchów, w trakcie których cząsteczki o ogromnej energii, poruszające się z niezwykłą szybkością, nazywa się ładnie wiatrem słonecznym. I ten oto wiatr słoneczny dociera do atmosfery ziemskiej i zaczyna reagować ze znajdującymi się w niej gazami, ale dzieje się to wtedy, kiedy cząsteczki trafią w pobliże biegunów magnetycznych Ziemi. I tutaj ciekawostka, że te bieguny magnetycznie nie pokrywają się z biegunami geograficznymi, znajdują się w pobliżu, ale na odwrót. Czyli magnetyczny biegun północny leży w pobliżu bieguna południowego i na odwrót. Ale mniejsza z tym. Ważne jest to, że zorza widoczna jest w okolicach kół podbiegunowych. Na północy mamy do czynienia z zorzą, którą nazywa się aurora borealis, a na południu aurora australis

Kolory zorzy zależą od cząsteczek gazu z jakimi reagują cząsteczki wiatru słonecznego, i tak tlen świeci na zielono i czerwono, azot na purpurowo, natomiast wodór i hel zaświecą na niebiesko. Zorza występuje na wysokości 70 – 300 km, chociaż zdarza, że sięga nawet 1000 km. Jeśli rozbłyski na słońcu są wyjątkowo silne, zorza może być widoczna nawet w Wenecji. Silnym burzom magnetycznym i zorzom towarzyszą inne zjawiska, m.in. zaburzenia pola magnetycznego, a także lepsze urodzaje, cieplejsze lato, roczniki win z lat maksymalnej aktywności uznaje się za najlepsze. Nic zatem dziwnego, że ludzie próbowali sztucznie wywołać zorzę detonując ładunek jądrowy. Miało to na celu ogrzanie jonosfery. Prawdopodobnie zaprzestano takich praktyk z powodu protestu ekologów, wiadomo, nie igra się z naturą, ale ja wcale nie mam pewności co do Rosji. Kto wie, co oni tam wyprawiają...

Słońce co 11 lat jest bardziej aktywne, co się objawia silniejszymi zorzami, także nasz wstępny plan zakłada Finlandię za 6 lat :) 

Tymczasem wróćmy do dnia 21 stycznia 2017 r. na granicę norweską – fińską, kiedy to autorzy tego bloga gapili się w niebo. Zorza delikatnie się uspokoiła i falowała spokojnie. Dostaliśmy gorącą czekoladę i ciasteczka. Było słodko, pysznie, pięknie. Ponownie zaczynał padać mokry śnieg. Zorza była coraz słabsza. Jedząc ciastka Paweł przykrył aparat torbą, aby nie mókł, w pewnym momencie zawiał silny wiatr i statyw wraz z aparatem wywrócił się na twarde podłoże. Rzuciłam się, chcąc go ratować, wpadłam w delikatny poślizg i kopnęłam aparat. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że zepsuliśmy obiektyw. Szczęście w nieszczęściu, że spektakl zorzy dobiegał końca, a na następny dzień potrzebowaliśmy długiego obiektywu. 

W stronę Tromso ruszyliśmy dopiero wtedy, kiedy zorza zgasła zupełnie. Spektakl trwał ok 2 godzin i przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Nigdy tego nie zapomnimy. Przed wyjazdem uważaliśmy, że jak zobaczymy zorzę, to będziemy mieli „odhaczone” i będziemy mogli doświadczać innych podróżniczych wyzwań. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Kiedy zobaczysz zorzę, to już nie możesz się doczekać, kiedy znów Ci się to uda. Także czekamy teraz do 2023 roku :)

Picture by professional photographer from NorthernShots Tours CLICK

Zorza polarna

 

Zobacz naszą relację z wyjazdu!

 

Pierwszy dzień. Ciekawostki:

Dworzec Centralny

Rakiety śnieżne

clarion collection hotel aurora

Zaprzęgi husky.

Camp Tamok, zaprzęgi husky

Pierwsza zorza i huragan:

Sommarøy, zorza polarna

Powrót do Tromso:

Arctic Cathedral Tromso

Safari wielorybie:

whale safari, orka

Ostatni dzień. Podsumowanie:

clarion collection hotel aurora

Podziel się z innymi na

23 Comments on “

  1. Ładne. Czasem niestety jest inaczej – człowiek marzy a rzeczywistość skrzeczy. Ja marzyłem o Tajlandii, plaży z palmą i szmaragdowe morze . I tak było. Ale to był dopiero początek , połknąłem bakcyla :)
    pozdrawiam
    bm
    ………………………………………………….
    https://bigmarkk.wordpress.com/

    1. To życzymy szczęścia! Mówi się, że marzenia się nie spełniają, że marzenia się spełnia. Ale w przypadku zorzy, to jednak SIĘ SPEŁNIAJĄ. Trzeba mieć szczęście :)

  2. Cudowne… Po prostu brakuje słów… Mieliście niesamowite szczęście! Zobaczenie zorzy jest i na mojej liście – lecimy za kilka dni na Islandię, mam nadzieję, że nam też się poszczęści :) Pamiętacie może o której godzinie mniej więcej pokazała się zorza?

    1. Pierwsza zorza jaka nam się pokazał było miedzy 2 a 3 nad ranem, ale była widoczna jako biała mgiełka, dopiero na zdjęciach było widać, że to zorza. Prawdopodobnie było za jasno, bo byliśy wtedy w domku. A ta tutaj pokazało się 22.00 – 23.00. Całość trwała może 45 minut :) Trzymamy kciuki, żeby się udało i nie możemy doczekać sie relacji :)

      1. Udało się! 😀 Nasza zorza co prawda była skromniejsza, jednak i tak oglądanie tego zjawiska na własne oczy było tak niesamowite, że nie mogłam oderwać od niej oczu. To coś tak pięknego, że aż słów brak. Na pewno poświęcę tej naszej zorzy jakiś wpis, ale najpierw muszę wygrzebać się z zaległych relacji 😉

  3. Fantastycznie opisane!
    Zdjęcia zrobione przez Was wspaniałe…
    Zdjęcie zrobione przez profesjonalistę gdzie widać szczęśliwe twarze i zorze to zdjęcie życia!
    Życzę powrotu w 2023 !
    🌏☺

    1. Naprawdę? Niesamowite jaki ten świat jest mały! Oglądałam Twoje zdjęcia i rzeczywiście zorza tak jakby nasza :) Nie mogę znaleźć na fotografiach Twojej buzi, ale wydaje nam się, że chyba do nas zagadywałaś :)
      Twoje zdjęcia są piękne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *