Wenecja

 

Wenecja

Wenecja jest fenomenalnym miejscem. Takim do zachwycania się nim. A jeszcze jeśli trafi się na taką przewodniczkę jak my, to nie ma siły, można się tylko poddać temu urokowi i tajemnicom, których trochę udało nam się odkryć i którymi chętnie się podzielimy. Czemu w Wenecji jest tyle studni, jaka jest geneza tycjanowego blondu, jak maski miały zapobiegać zdradom i chorobom, czemu tynk leci ze ścian i jak nie dokuczać mieszkańcom? Na te i wiele innych pytań za chwilę znajdziecie odpowiedź.

Wenecja była ostatnim przystankiem naszych pierwszych wspólnych wakacji. Wówczas skorzystaliśmy z autokarowej wycieczki z biurem podróży PAI Sobolewscy. Do miasta dotarliśmy ok. 7.00 rano oczywiście stateczkiem przepłynęliśmy na Wenecję. Jeśli ktoś chce zaoszczędzić, to da się przejść na wyspy na piechotę, ale fajnie było patrzeć jak Wenecja wynurza się z wody. Szczerze polecamy tak wczesne rozpoczęcie zwiedzania, ponieważ plac św. Marka był pusty. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, jaki to niezwykły widok. 

Wenecja

Wenecja zwiedzanie

Wenecja

Plac św. Marka

Most Westchnień

Wenecja

Cafe Florian

Podziwiając Pałac Dożów na placu św. Marka można zauważyć dziwnie nieproporcjonalnie niskie kolumny. Ma to związek z bardzo nieciekawym zjawiskiem jakim jest zatapianie się Wenecji. Co jakiś czas w dziejach historii miasta trzeba podnosić poziom podłóg, aby mieszkańcy nie chodzili w wodzie. Oprócz tego stałego, powolnego zjawiska, dochodzi również do chwilowego podnoszenia się poziomu wód, wówczas, mieszkańcy chodzą po deskach i w kaloszach, czekając na odpływ. Wracając do Pałacu Dożów, należy jeszcze wspomnieć o widocznym od strony nadbrzeża, Moście Westchnień. Niestety nie jest on związany z żadną romantyczną historią. Most służył prowadzeniu skazańców z obradującego w Pałacu Dożów Trybunału Kryminalnego do więzieniem. To właśnie westchnień i skarg skazanych słuchały ściany mostu, być może były to westchnienia zakochanych, którzy już nigdy nie mieli zaznać wolności...

Zanim zagłębimy się w wąskie uliczki, należy pamiętać o tym, aby nie uprzykrzać życia mieszkańcom. Musimy pamiętać o kilku zasadach. W wąskich uliczkach trzymać się jednej strony, aby mieszkańcy mogli spieszyć do swoich codziennych obowiązków. Absolutnie nie hałasować. Nasza przewodniczka powiedziała, że mieszkając w Wenecji, dźwięk tak się niesie, jakby ci wszyscy turyści przechodzili przez mieszkania. Już samo truchtanie wystarcza, a cóż dopiero głośne rozmowy. I najważniejsza sprawa, nie śmiecić. Wenecjanie niesamowicie dbają o czystość, z obawy przed szczurami. Nie jest prawdą spuszczanie ścieków do kanałów. Każdy dom posiada zbiornik na nieczystości, jak wszędzie na świecie oczyszczany jest przez szambiarkę. Oprócz tego, śmieci zabierane są bardzo często z domów, a na ulicach raczej nie doświadczycie nadmiaru koszy, właściwie my ich w ogóle nie widzieliśmy. Ulice są tak wysprzątane, że nawet patyczka po lodach na nich nie znajdziecie. Mieszkańcy w trosce o czystość pilnują siebie nawzajem. Sami widzieliśmy, jak rano pan wystawił  przed dom foliówkę ze śmieciami, a była to niedziela, dzień w którym śmieci nie są zabierane. Po 2 - 3 minutach, podeszła pani, wzięła foliówkę, zapukała do drzwi i oddała panu.

Nie jest również prawdą, że Wenecja śmierdzi. Pachnie tak, jakbyśmy byli nad jeziorem. Pani przewodnik opowiadała, że w ciągu jej 10-letniego pobytu może 2-3 razy naprawdę śmierdziało, i ma to związek ze specyficznymi warunkami atmosferycznymi, kiedy to poziom wody w kanałach znacznie się obniży i różne żyjątka poprzyklejane do ścian zaczynają się rozkładać.

Skoro już wiemy jak się zachować, możemy ruszać dalej. Ledwie opuścimy Plac św. Marka, a już czeka na nas perełka z 1720 r. Zaglądamy przez okno do kawiarenki Cafe Florian, która ma swój oryginalny wygląd od czasów Napoleona, nic w niej nie było zmieniane. Celowo mówię przez okno, ponieważ najtańsza kawa w tym uroczym miejscu kosztuje ok. 100 zł :) Jest to najstarsza kawiarnia, która ani razu w swojej historii nie została zamknięta.

Weneckie wyspy i tycjanowy blond

Wenecja została założona na 118 wyspach, które łączy około 400 mostów! Dawniej każda wyspa stanowiła osobną społeczność, dlatego najważniejszym miejsce każdej z nich był maleńki ryneczek, na którym zawsze znajdowała się studnia oraz Kościół. Dziś Kościoły nie są potrzebne aż w takiej ilości, dlatego niektóre z nich już nie pełnią swojej roli, ale budynki zostały, z resztą nie ma takiej mocy, która pozwoli na to, aby jakikolwiek budynek w Wenecji został rozebrany

Część osób odwiedzających Wenecję skarży się na na rozpadające się budynki, na odpadający tynk i odrapane ściany. Okazuje się jednak, że te stare budynki, okiennice i odpadające tynki mają swoje wytłumaczenie. W Wenecji mówi się, że nie można gwoździa wbić w ścianę bez zgody władz miasta. Żeby cokolwiek zrobić w swoim mieszkaniu, Wenecjanie muszę otrzymać zgodę władz. Nie mogą tak po prostu wymienić sobie podłogi, założyć nowych okiennic. Otrzymanie takie zgody jest bardzo trudne, ponieważ władzom zależy na utrzymaniu oryginalności Wenecji. Ponadto z powodu dużej wilgotności nawet częste tynkowanie domów niewiele pomoże.

A skoro mowa o tynkowaniu, możemy zauważyć, że niektóre budynki mają kolor tycjanowego blondu. Dziś często używany we fryzjerstwie kolor, swoje zalążki miał właśnie w Wenecji. Aby poznać początki koloru musimy cofnąć się co najmniej do XV w., kiedy to wenecki malarz Tycjan na swoich obrazach przedstawiał kobiety właśnie o tym kolorze włosów, jak choćby "Madonna z Dzieciątkiem". Ale skąd wśród ciemnowłosych Włoszek brał takie modelki? Otóż kobiety nie od dziś chcą mieć takie włosy jakich akurat nie mają. Bogate patrycjuszki miały pragnienia aby być blondynkami. W tym celu nakładały sobie na włosy koński mocz, który w swoim składzie ma amoniak i na swoich dachowy ogrodach wystawiały się na wielogodzinne działanie promieni słonecznych. Efekt? Tycjanowy blond :)

Wenecja

Wenecja

Wenecja

Wenecja

weneckie maski

Karnawał, wierność i dżuma - co mają ze sobą wspólnego?

Pozostańmy jeszcze w dawnych czasach bogatych patrycjuszy. Dziś na całym świecie znany jest karnawał w Wenecji, a maska jest najchętniej przywożoną pamiątką. Jednak czy wiemy czemu mężatki podczas nieobecności swych mężów, którzy wyruszyli na wojnę, zakładały maski? Otóż maski od wewnątrz miały kołeczki, za pomocą których trzymano maskę zębami. Dzięki czemu rozmowa była niemożliwa a wszelkie poczynania zmierzająca do niedochowania wierności znacznie utrudnione. Natomiast maski z długimi nosami, mają zupełnie inną historię. Były to maski lekarskie. Kiedy doktor szedł do chorego na dżumę, zakładał taką maskę, wcześniej wrzucając do długiego nosa wrzucał kwiaty. Miało go to uchronić nie tylko przed brzydkim zapachem, ale też przed zarażaniem się chorobą.

O rozterkach dnia codziennego...

Jak widzicie w Wenecji nigdy nie żyło się łatwo, wilgotny klimat, ciągłe podmywania i trudności w zwalczaniu szczurów utrudniały życie mieszkańców. Dziś również nie jest łatwo. Zanieczyszczenie powietrza i wody niszczy wspaniałe budowle miasta, które powoli zapada się w morze. Ale życie codzienne również nie jest proste. Mieszkania są bardzo drogie z małym dostępem do światła, trudno je remontować a unowocześnianie ich jest praktycznie niemożliwe. Młodych ludzi nie stać na osiedlenie się w Wenecji, wielu się wyprowadza za pracą na stały ląd. W mieście najłatwiej znaleźć pracę związaną z turystyką. Szczególnie opłacalna jest praca gondoliera. Jednak to również nie jest takie proste. Nie można sobie ot tak być gondolierem. Władze miasta wyznaczyły ograniczoną liczbę gondoli, które mogą pływać po weneckich kanałach. A taka licencja przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. 

Mieszkańcy poruszają się transportem wodnym, niektórzy używają motorówek, ale znacznie częściej poruszają się wodną komunikacją publiczną. Widzieliśmy tramwajowe przystanki, widzieliśmy taksówki, policję i ambulans na sygnale, wszystko szybko i sprawnie poruszające się na wodzie.

Z powodu wyprowadzek młodych, Wenecja powoli staje się muzeum pod gołym niebem. Chociaż mnie wydaje się, że w pewnym momencie polityka nabierze odwrotnego kierunku, Wenecja będzie ratowana nie tylko przed zatonięciem, ale również przed utratą społeczeństwa. Takie miasto po prostu nie może zniknąć ani umrzeć.

 

Wenecja


wenecka policja


wenecki ambulans

Wenecja

Wenecja

Wenecja

Wenecja, 22.07.2012

Podziel się z innymi na

6 Comments on “

  1. Fantastyczny przewodnik, szkoda, że nie mogłam przeczytać go nieco wcześniej, bo…właśnie wróciłam z Włoch. {Po tygodniu w Dolomitach, w drodze powrotnej zahaczylismy o Wenecję.

  2. Świetnie opowiedziana historia o codziennych trudach Wenecji, a szczególnie o tym jak się tam żyje. Dzięki wielkie za wprowadzenie do tego włoskiego miasteczka.

Comments are closed.