Zakochani we włoskiej kuchni

Co wspólnego ma królowa Małgorzata z pizzą?

Rzym

Kiedy po raz pierwszy zjedliśmy włoską pizzę, jedyne na co mieliśmy ochotę to biegać z miejsca w miejsca za pysznymi włoskimi smakołykami. Czasami mamy ochotę wsiąść w samolot i polecieć do Rzymu na jeden dzień, tylko po to, aby wrzucić w siebie ogromne ilości jedzenia. Bardzo szybko okazało się, że posiłki stały się jednym z obowiązkowych punktów poznawania Rzymu, starannie dobieraliśmy miejsca i chcieliśmy spróbować jak najwięcej włoskich specjałów. Jednak jak tu tego dokonać, kiedy przynajmniej raz dziennie musieliśmy zjeść pizzę!?

Zanim jednak przejdziemy do przyjemniejszej części  kulinarnego wpisu, kilka słów ostrzeżenia, abyście nie przeżyli tego co my. Rzym jest fantastycznym miejscem, zakochaliśmy się w nim po uszy, jednak tak jak wszędzie nie brak oszustów i złodziei. Rzecz się działa, kiedy dotarliśmy pod mur Watykanu zbyt wcześnie. Czekając na oprowadzanie po Ogrodach Watykańskich, stwierdziliśmy, że kupimy sobie po kanapce. Weszliśmy do pobliskiej knajpki, poprosiłam 2 kanapki i colę. Ponieważ kanapki były obrzydliwe, nie zjedliśmy ich. Przyniesiono rachunek… 36 euro!!!! Co?!?!?! No dobrze, moja wina nie zapytałam o ceny, no ale ile mogą kosztować kanapki. W innych miejscach Rzymu płaciliśmy 2 – 3 euro! Byłam zła, rozżalona i zniechęcona. Później już wieczorem Paweł poszperał w Internecie. Natrafił na historię pary, która w ten sam sposób została oszukana w lodziarni, naliczono im ogromny rachunek. Dlatego trzeba być czujnym. Na wakacjach człowiek chce być rozluźniony, nie przejmować się, nie spinać, niestety, zdarzają się ludzie, którzy wykorzystuję tę beztroskę. Od tamtego momentu wchodziliśmy tylko do miejsc, gdzie ceny wisiały na zewnątrz.

Jeszcze jedna ciekawostka, która nas zszokowała, niekoniecznie pozytywnie, ale co kraj to obyczaj. We wszystkich knajpach, niezmiernie ważne jest, czy bierzesz coś na miejscu czy na wynos. Czasami słowo na wynos oznacza wypicie kawy przy blacie. Natomiast jeśli zamawiasz cokolwiek na miejscu to musisz usiąść i zostać obsłużonym od początku do końca. Niby nic, ale posłuchajcie jaka dziwaczna historia nam się przydarzyła. Po kolacji chcieliśmy metrem wrócić do hostelu. Okazało się, że metro już było nieczynne. Cóż robić, ruszamy w 40 – minutowy spacer. Ale zachciało nam się do toalety. Postanowiliśmy w lodziarni kupić lody i skorzystać z toalety. Kupujemy lody na wynos, poszłam pierwsza do toalety, potem czekając na Pawła usiadłam sobie przy stoliku tej właśnie lodziarni na zewnątrz. Podszedł do mnie kelner i mówi, że nie mogę tu siedzieć… Że co?! Nie mogę tu siedzieć, ponieważ nie zamówiłam lodów na miejscu… Jeszcze żeby tam były jakieś tłumy czekające na wolny stolik. Ale nie, było kompletnie pusto. Cóż mi pozostało? Wstałam i stałam obok stolika :)

A teraz czas na przyjemności:

Śniadanie

Rzym

Podczas naszego pierwszego pobytu mieliśmy śniadania w cenie hotelu. Dostaliśmy bilecik, z którym udaliśmy się do pobliskiej kawiarni Mazzini. Nasze śniadanie składało się z kawy lub herbaty i słodkiego rogalika… Początkowo byliśmy przerażeni, że z pewnością pomrzemy śmiercią głodową, ale z czasem doceniliśmy urok naszej małej kawiarenki. Skoro jesteśmy w Włoszech, jedzmy tak jak Włosi! I to było naprawdę niesamowite móc codziennie rano podglądać Włochów jak wpadają na małe espresso lub cappuccino, piją kawę, zjadają rogalika na stojąco, wymieniają głośno uprzejmości i idą do swoich obowiązków.  W kawiarni panował ciągły ruch. „Buongiorno” “prego”, “ciao” stukot filiżanek, skrzynki wnoszonych świeżych warzyw do kanapek, całe to poranne zamieszanie obserwowaliśmy z przyjemnością, chociaż obsługa wydawała się niezbyt miła. Ale w miarę upływu dni, kiedy zaczęli nas już poznawać, stali się przesympatyczni! Nie zamienilibyśmy tego na żadne inne wykwintne śniadania.

Obiad

Carbonara

Na obiad obowiązkowo bruschetta na przystawkę, a dalej to hulaj dusza! My najczęściej wybieraliśmy makaron. Obowiązkowo należy spróbować makaronu carbonara, który jest typowo rzymską potrawą, a składa się z jajek, boczku i sera parmezan. Także smakuje inaczej niż nasz śmietankowy sos carbonara. Innym razem skusiliśmy się na kluseczki gnocchi, których nazwa oznacza „ grudy”. Bardzo sycące podawane w pomidorowym sosie. Naturalnie próbowaliśmy również innych makaronów wszelkiej maści, podawanych na różne sposoby. Jedne smakowały nam bardziej, inne mniej, ale wytrwale próbowaliśmy co raz to innych.

gnocchi

pasta

Deser

pieczone kasztany

Pana Cotta, tiramisu i lody… mmmm, wszystko pyszne! Tutaj możemy z czystym sumieniem polecić lodziarnię Della Palma w pobliżu Panteonu, która oferuje 150 smaków lodów. Oprócz tradycyjnych, możemy wybierać spośród smaków batonów, alkoholi, sojowych, serowych czy ziołowych. Samych czekoladowych było z 16 różnych smaków! Czyste szaleństwo. Jak wybrać 3?! Mój tata kiedy to zobaczył, usiadł pod palmą i powiedział, że chce takie jak mama… a reszta rozpoczęła pół godzinne rozmyślania, które smaki wybrać. W trakcie spacerów chętnie wstępowaliśmy na cappuccino i pysznego croissanta  z nadzieniem. Tak na marginesie, to nie lubię kawy, nawet cappuccino, ale to włoskie mogłabym pić litrami…Po raz pierwszy próbowaliśmy również pieczonych kasztanów. 

pana cotta

della palma

Kolacja

pizza

Ukoronowanie dnia, czyli pizza! Na początek krótka historia pizzy, dzięki której dowiecie się jaka jest geneza powstania pizzy margarity i co ma wspólnego z włoską królową.Historia tego smakołyka sięga Epoki Kamienia kiedy to z dzikiego zboża nasi przodkowie potrafili zrobić surowe ciasto, które następnie piekli na gorących kamieniach. To był pierwszy spód do pizzy. Około 2500 lat temu żołnierze podczas wojen piekli ciasto na swoich tarczach, posypywali je serem i daktylami, i tak otrzymaliśmy okrągły kształt. Teraz skoczymy 500 lat do przodu i mamy pierwszy przepis na pizzę w rzymskiej książce kucharskiej. Dziś nadal używamy tych samych składników: sera, czosnku i oleju. W czasach wielkich odkryć geograficznych do Europy trafił pomidor. Jednak ludzie uważali jest trujący podobnie jak wiele innych warzyw. Ponoć nasza królowa Marysieńka hodowała kalafiory jako kwiaty w swoim ogródku. 

Pomidor musiał czekać ponad 200 lat aż kucharze w Neapolu zaczęli go kłaść na cieście do pizzy. Pozostajemy w Neapolu, ponieważ tutaj w 1830 r. otworzono pierwszą na świecie pizzerię. Nie było to wcale takie proste, ówczesnym kucharzom do upieczenia pizzy była potrzebna lawa z pobliskiego wulkanu, więc pieczenie pizzy wymagało nie tylko talentu kulinarnego, ale również odwagi.

Robimy skok w czasie o 59 lat i mamy czasy panowania króla Umberto I. To właśnie dla jego żony Małgorzaty Sabaudzkiej, czyli Margherity w 1889 r. przygotowano pizzę, używając kolorów flagi Włoch i nazwano ją na cześć jej imienia. Na pierwszej margaricie znalazły się ser mozzarella, bazylia i pomidory. Co więcej, pizzę dostarczono królowej Małgorzacie do pałacu i była to pierwsza w historii dostawa pizzy. (Tak na marginesie: grób królowej znajduje się w Panteonie). Kiedy Włosi w XIX wieku zaczęli emigrować do Stanów, zabrali pizzę ze sobą. Jednak początkowo nie była zbyt popularna. Dopiero gdy podczas II Wojny Światowej Amerykańscy żołnierze spróbowali pizzy na włoskiej ziemi zakochali się w niej. Obecnie w Stanach pizza znajduje się w pierwszej trójce ulubionych dań Amerykanów. Co sekundę zjadają około 350 kawałków!

My również rozkoszowaliśmy się tym smakołykiem. I rzeczywiście jest tak, że żadne sosy nie są potrzebne. Pizza jest po prostu rewelacyjna, doskonała…

Co pić?

cappuccino

We Włoszech pije się kawę, najchętniej espresso. My zasmakowaliśmy w cappuccino. W wielu miejscach możecie spotkać krany z wodą, które Rzymianie nazywają „wielkimi nosami”. Wystarczy palcem zatkać kran, a przez niewielki otwór na górze popłynie woda, można ją spokojnie pić do woli, ponieważ woda jest zdatna do picia.Do kolacji Paweł pił vino de casa, ja natomiast zdradziecko nie mogłam sobie odmówić sangrii, chociaż to hiszpański alkohol, ale mam do niego słabość. Na usprawiedliwienie powiem, że zawsze próbowałam od Pawła wina… Chociaż słyszałam, że Włosi wcale nie wino piją najchętniej, tylko piwo, i że to turyści zamawiają pizzę i wino bo  to takie włoskie… No cóż, nie wiem, nie pytałam Włochów…

espresso

Rzym

Rzym

My bardzo szybko polubiliśmy jedną restaurację, gdzie wszystko nam smakowało. Dlatego zazwyczaj chociaż jeden posiłek jedliśmy w tej restauracji. Wkrótce zaczęli nas poznawać i serwowali nam dodatkowo, szampana lub jakiegoś drinka po posiłku, i to za darmo! A kiedy wróciliśmy do Rzymu po pół roku i przyprowadziliśmy naszą rodzinkę, to naprawdę nasi kelnerzy ucieszyli się na nasz widok. Wszyscy dostaliśmy szampana i drinka po kolacji. A nasi bliscy nie mogli wprost uwierzyć, że ci Włosi to taki "wspaniały naród". Bo to prawda, było rewelacyjnie. I kuchnia włoska, a także doznania z nią związana bardzo silnie wpisały się w nasze rzymskie wspomnienia. Ach… wrócić tam nie raz i nie dwa…

Zatybrze

Podziel się z innymi na

14 Comments on “

  1. Mam podobne odczucia – normalnie nie piję kawy, ale ta w Rzymie baaardzo mi smakowała! 😀 Zakochałam się w ich prostej i szybkiej kuchni, często robię crostatę – jest przepyszna :) Jeśli już mowa o oszustwach, to rzeczywiście, w Rzymie trzeba się bardzo pilnować… Mnie na przykład próbował oszukać pan sprzedający znaczki na POCZCIE WATYKAŃSKIEJ. Gdzie jak gdzie, ale tam? U samego Papieża? Wydał mi 2 Euro za mało, ale jak się upomniałam to raczył oddać na szczęście. Wszędzie trzeba kontrolować ceny, to chyba jedyny wielki minus wypoczynku tam. Fajny post, pozdrawiam! :)

    1. No my mieliśmy dokładnie to samo! Tuż pod okiem Papieża takie oszustwa! Ech, trudno, trzeba przełknąć gorzką pigułkę i podróżować dalej :) Dzięki za komentarz :)

  2. Zwiedzanie to jedno, ale jedzenie to drugie :) Uwielbiam jeść, dlatego zawsze będąc w nowych miejscach skupiam się głównie na spróbowaniu nowych rzeczy – nawet jeśli nie zachęcają wyglądem czy też zapachem 😛

    1. Ja czasami z tym wyglądem mam problem. Paweł jest dużo bardziej odważny. Ale to prawda, trzeba próbować lokalnej kuchni. Gdzie jak nie na miejscu?!

  3. Świetny post… szkoda tylko, że nie mam teraz pod ręką żadnej pizzy 😉 Na szczęście niedaleko jest prawdziwa włoska pizzeria i chyba będę tam musiała dziś zajrzeć. A co do oszustw w Rzymie.. rzeczywiście trzeba się pilnować i wszystko sprawdzać, bo Włosi lubią wykorzystywać naiwnych turystów. Jeśli jednak widzą, że to nie ten typ, zmieniają postępowanie i stają się bardzo mili. Zapraszam przy okazji do mnie, gdzie można znaleźć sporo Włoch i rysowania w plenerze :)

  4. Oj zjadłabym takie prawdziwe gnocchi w Rzymie!
    Nie wyobrażam sobie podróżowania bez odkrywania lokalnych kulinarnych pyszności. To połowa radości zwiedzania. :)

Comments are closed.