Zagrzeb

"Vidimo se pod repom" - Widzimy się pod ogonem!

Cel podróży: Zagrzeb! Pewnego kwietniowego popołudnia lecieliśmy maleńkim samolotem Bombardierem linii LOT do Zagrzebia (16.04.2016). Podróż trwała jedynie 1 h 20 min. Szybko zleciało. Od lotniska autobusem 30 min (koszt 30 kn) i już jesteśmy w Zagrzebiu, pierwsze co zjedliśmy to burek, bardzo tłusty, smakuje trochę jak lasagne tylko bez sosu i zamiast płatów makaronu jest twardsze ciasto. Heh… czyli prawie do niej niepodobny w smaku :)

Do hotelu docieramy ok. 18.00 i natychmiast ruszamy na spacer.

Zagrzeb

Nasz Hostel Kaptol znajdował się w świetnej lokalizacji, tuż przy placu bana Josipa Jelačicia. Zagrzebianie, kiedy umawiają się na spotkanie wołają: Widzimy się pod ogonem lub pod zegarem. Obydwa te miejsca znajdują się właśnie na placu Jelačicia. Plac swoją nazwę zyskał jeszcze za życia Bana, który jest bohaterem narodowym. W XIX w. walczył o niepodległości Chorwacji oraz przeciwko madziaryzacji. Co ciekawe walczył przeciwko Józefowi Bemowi, którego pomnik widzieliśmy będąc w Budapeszcie, gdzie uznaje się go za bohatera! Początkowo pomnik Jelačicia zwrócony był w stronę Austro-Węgier, później odwrócono go, aby Jelačić bronił Chorwację przeciwko współczesnemu wrogowi. Na placu jest fontanna Manduševac, mająca symbolizować legendę o założeniu miasta Zagrzeb. Zgodnie z nią, słowiański wódz powiedział do spotkanej kobiety o imieniu Manda: „Zagrebi, Mandušo”. Manda wykopała dolek, z którego trysnęła woda, zaczerpnęła jej i podała wodzowi. W tym miejscu założono osadę Zagrzeb. A dziś, wrzucamy tu monety na szczęście.

Naprzeciwko naszego hostelu znajduje się Katedra Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny – katedrala Marijina Uznesenja. Dwie dzwonnice mierzą 110 m., a wewnątrz znajduje się grobowiec arcybiskupa Alozije Stepinaca, kanonizowanego przez Jana Pawła II.

Z Placu Jelačicia ruszamy handlową ulicą Ilica, następnie skręcamy w Tomićeva, gdzie można kolejką wjechać na Górne Miasto. Tym razem idziemy schodami obok kolejki, ale w trakcie pobytu jeszcze z niej skorzystamy, ponieważ tego wieczoru już nie zdążyliśmy pospacerować po uroczych uliczkach. Wrócimy tu następnego dnia...

Plac bana Josipa Jelačicia

Plac bana Josipa Jelačicia

Zagrebačka uspinjača

Katedra

Zagrebačka uspinjača

Zagrzeb nocą

Tymczasem na zakończenie dnia zaglądamy do jedynego w swoim rodzaju Muzeum Złamanych Serc, czyli Muzej Prekinutih Veza (Museum of Broken Relationships - 30 kn). Muzeum stworzyła ex – para, producentka filmowa Olinka Vištica oraz projektant wnętrz - Dražen Grubišić. Pierwsza wystawa odbyła się w Zagrzebiu w 2006, ale nie udało im się pozyskać środków na zakup lokalu, więc wystawa  objechała świat zwiększając stopniowo swoje zbiory. Ludzie z całego świata przesyłają swoje historie wraz z rekwizytami symbolizującymi ich utracony związek. Na wejściu wita nas zajączek, który był pierwszym elementem wystawy. 

I tak: znajdziemy tu historie zabawne jak np. porąbanie siekierą mebli eks, posklejany krasnal, który został rzucony w chwili złości, czapka ucznia, należąca do pary, która lubiła się bawić w nauczycielkę i ucznia, czy też buteleczka na wodę święconą, którą amant dał dziewczynie na rozstanie, jakoby coś wyjątkowego, tymczasem ona widziała, że ma tych butelek całą walizkę. Uwagę przyciąga gąsieniczka z oderwanymi nóżkami. Związek na odległość, para odrywała nogi przy każdym spotkaniu, gdyby gąsienica straciła wszystkie nogi, planowali razem zamieszkać, maskotka zachowała mniej więcej połowę nóg.

Ale są też pamiątki po historiach smutnych, tragicznych, chwytających za serce. Również te opowieści nadesłane przez dorosłych, opuszczonych w dzieciństwie przez matkę bądź symbolizujące brak bliskich relacji z ojcem. Pomimo tych kilku zabawnych historii to jednak muzeum nastraja dość pesymistycznie, po wizycie czai się smutek i lekki niepokój o przyszłość.

Museum of Broken Relaionships

Museum of Broken Relaionships

Museum of Broken Relaionships

17.04.2016 - Niedziela

Po całym dniu w Jeziorach Plitwickich nie zamierzaliśmy leniuchować, ale postanowiliśmy pospacerować po części Zagrzebia zw. Gornji Grad, obejmującym dwa wzgórza Kaptol i Gradec. Wąskie, malownicze uliczki, niemalże wyludnione zachęcają do błądzenia nimi.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od centralnego placu Gradca – Trg Markov z reprezentacyjnym Kościołem św. Marka. Jego dach pokryty kolorową mozaiką, układa się w herby Chorwacji i Zagrzebia. Tak charakterystyczny, wielokrotnie przedstawiany na zdjęciach w rzeczywistości ma w sobie dużo więcej uroku i czaru niż to widać na zdjęciach.

Na placu znajduje się również Parlament - Sabor. Bardzo ważne miejsce w historii Chorwacji, ponieważ z okna tego budynku w 1918 r. ogłoszono niepodległość Chorwacji. Ruszamy dalej.

Kamienna Brama ozdobiona jest licznymi tabliczkami mówiącymi o cudownych uzdrowieniach, a wszystko za sprawą obrazu Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Tradycja mówi, że kiedy w 1731 r. szalał tutaj pożar, obraz ocalał, języki ognia zatrzymały się na jego ramach. Dlatego uważany jest za cudowny. Sam obraz pochodzi z XVII w., a jego autor jest nieznany.

Następnie przeszliśmy obok św. Jerzego walczącego ze smokiem… hm… to już było… A tak w Sztokholmie też ten Święty walczył ze smokiem, broniąc księżniczki.

Kościół św. Marka

Kamienna Brama

Gornji Grad

Gornji Grad

Gornji Grad

Gornji Grad

Wreszcie w niedzielny wieczór wylądowaliśmy na ulicy Tkalčićeva, w skrócie zwanej Tkalčą. Stojąc na niej znajdujemy się pomiędzy dwoma historycznymi wzgórzami: handlowo – rzemieślniczym Gradcem i kościelnym Kaptolem, między którymi płynął strumień. W XV w. z połączenia tych dwóch wzgórz powstało miasto Zagrzeb. Rzeczkę zasypano, a dziś biegnie tu słynna Tkalčićeva, która ożywa wieczorami. Odnaleźliśmy Mali Medo, knajpę, którą nam polecano. Słynie ona z domowej roboty piwa oraz smacznych i niedrogich jak na centrum miasta potraw. Paweł zamówił sobie tester 6 różnych piw. Odważni mogą również spróbować chorwackiej rakiji, a może nawet zasmakować w niej?

Tkalčićeva

Tkalčićeva

18.04 - Poniedziałek

Pogoda nadal nam dopisywała, było ok. 20 stopni, z powodu wiatru temperatura odczuwalna była trochę niższa, taka akurat na dłuuuugi spacer, nawet bardzo długi, bo spędziliśmy cały dzień na nogach. Stwierdziliśmy, że nie będziemy tego dnia kupować biletu na komunikację, pospacerujemy sobie trochę. Heh... troszkę nas mapa oszukała z tymi odległościami, ale było miło, choć nasze nogi krzyczały coś o dziesiątkach przemierzonych kilometrów :)

Maksimir

Zaczęliśmy od najbardziej popularnego zielonego terenu Zagrzebia: parku Maksimir. Jest to nie tylko największy park Zagrzebia, ale również najstarszy. Jego założenie datuje się na 1794 r. Momentami bardziej przypominał las niż miejski park, wysokie, stare drzewa, jeziora, ścieżki, w głębi parku znajduje się nawet zoo, tam jednak nie dotarliśmy. Było cicho, spokojnie, a obłędna, wiosenna zieleń działała kojąco na wszystkie zmysły. 

Maksimir

Maksimir

Maksimir

Mirogoj

Przeszliśmy park wzdłuż, kończąc w jego północnej części, gdzie znaleźliśmy się w ciasno zabudowanej domami części Zagrzebia. Klucząc uliczkami z mapą w ręku dotarliśmy w końcu na Cmentarz Mirogoj, o którym się mówi, że jest najpiękniejszy w tej części Europy. Nam trochę trudno przyznać tu rację bądź zaprzeczyć, bo jak ocenić czy cmentarz jest piękny? W przewodnikach można znaleźć informację, że warto tu się udać na nastrojowy spacer, dużo drzew, stare nagrobki… My przeszliśmy kawałkiem cmentarz, kończąc spacer przy głównym wejściu. I nie… żaden nastrojowy spacer, groby zawsze działają przygnębiająco. Wejście, porośnięte bluszczem i arkady wyglądają rzeczywiście malowniczo, jest zielono, ptaki ćwierkają, aż chce się uśmiechać do słońca, ale to jednak cmentarz, sprzeczność wkrada się w postrzegania otoczenie. Tym bardziej, że trafiliśmy na pogrzeb, prawdopodobnie pilota, ponieważ samoloty latały nad cmentarzem, co chwilę machały skrzydłami, oddając hołd. Na pewno Mirogoj jest malowniczy i chętnie fotografowany, ale w przyszłości jeśli będziemy się decydować na odwiedzenie cmentarza w trakcie podróży to raczej dlatego, aby dotrzeć na czyjś konkretny grób, a nie dla spaceru jako takiego. Niektórzy uważają, że aby lepiej zrozumieć lokalną kulturę należy rozpocząć zwiedzanie od cmentarza. My nie odkryliśmy czy to rzeczywiście działa. Takie właśnie rozterki towarzyszyły nam podczas zwiedzania najsłynniejszgo w Chorwacji cmentarza.

Mirogoj

Mirogoj

Zrinjevak

Po południu ruszyliśmy w drugą stronę Zagrzebia. Przeszliśmy przez mały, ale uroczy park Zrinjevak. Jest jednym z siedmiu elementów, tworzących tzw. zieloną podkowę wokół centrum Zagrzebia – Donji Grad. My z podkowy przeszliśmy jeszcze przez Plac Strossmayerov oraz Tomislava. Dalej podkowa prowadzi przez Ogród Botaniczny, a kończy się placami Marulićev, Mažuranićev i Tita.

Bundek

Aby zobaczyć nasz ostatni cel na ten dzień, udaliśmy się w długą drogę, przekroczyliśmy Sawę i tuż przez zmrokiem weszliśmy na kilka chwil do parku nad Jeziorem Bundek.

Drogę powrotną pokonaliśmy w ekspresowym tempie, ponieważ goniły nas ciężkie burzowe chmury. Na szczęście tego wieczoru nie zmoczył nas deszcz. Kolację zjedliśmy w burgerowni, a do domu dotarliśmy ostatkiem sił. Po takim dniu, sen przychodzi błyskawicznie!

19.04 - Wtorek

Zagreb Eye

Rankiem obudziło nas miarowe stukanie w szybę w naszym pokoju na poddaszu. Hm… pada… no nie ma innego wyjścia, trzeba spać dalej… no to pospaliśmy. Dopiero po 10.00 wygramoliliśmy się z pokoju. Ostatni dzień w Zagrzebiu - wypadałoby rzucić okiem na miasto. Wjeżdżamy zatem na 16 piętro budynku, który nazywa się Zagreb Eye, znajdującego się na placu Jelačicia. Stąd można oglądać wspaniałą panoramę miasta, wstęp: 30 kn, cena trochę na wyrost jak na spędzenie kilku minut na tarasie kawiarni. Ale płacimy i oglądamy, szukamy miejsc, które już widzieliśmy, obserwujemy ruch na placu Jelačicia, patrzymy dokąd biegną wąskie uliczki i jak pięknie prezentuje się dach na Kościele św. Marka.

 

Zagreb Eye

Zagreb Eye

Zagreb Eye

Wieża Lotrščak

Zbliża się 12.00, więc szybko biegniemy pod wieżę Lotrščak. To właśnie tutaj codziennie w południe można usłyszeć huk, która jest upamiętnieniem legendy. Według niej, kula wystrzelona z armaty trafiła prosto w nadziewanego koguta, którego właśnie miał spożywać dowódca Turków, stacjonujący ze swoimi wojskami po drugiej stronie Sawy. Zły i przestraszony nakazał wycofanie się wojsk. Myśleliśmy, że w to deszczowe, wtorkowe południe będziemy sami, tymczasem przyszło również dużo dzieci ze szkolnych wycieczek, które głośno wiwatowały po wystrzale.

Za 30 kn kupiliśmy bilet dobowy i ruszyliśmy tramwajem 14 do samego końca trasy. Tam czekaliśmy ponad godzinę na autobus, który zawiózł nas na sam szczyt gór MedvednicaSljeme. No jasne, że można wejść. Tylko wejście zajmuje ok. 2,5 – 3 godz., przy czym znów zaczęło padać. Także wjechaliśmy sobie, licząc na piękne widoki na Zagrzeb. Nic z tego. Szczyt jest porośnięty wysokimi drzewami a przy tym mgła zasłaniała widoki. Wracaliśmy już na piechotę, ponieważ powrotny autobus miał być dopiero za 2,5 godz. 

Medvedgrad

Mniej więcej po 1/3 trasy naszym oczom ukazały się piękne widoki. Pomimo kapryśnej pogody, udało nam się zobaczyć Medvedgrad, który dumnie prezentuje się na zielonym wzgórzu. W trakcie tego pobytu już nie zdążymy zajrzeć do niego, ale na pewno warto. Został zbudowany w XIII w., aby chronić Zagrzeb przed Tatarami. Ta średniowieczna twierdza otoczona podwójnym murem z dwiema wieżami nigdy nie miała okazji wykazać się w walce. Trzęsienie ziemi z 1590 r. spowodowało znaczne szkody. Opuszczona twierdza niszczała aż do lat 90 – tych ubiegłego wieku, kiedy to przystąpiono do renowacji. Dziś działa tutaj muzeum, ale chyba największą atrakcją jest wspaniały widok na Zagrzeb.

Kiedy schodziliśmy byliśmy pewni, że droga jest tylko jedna. Jakim więc cudem, znaleźliśmy się w zupełnie innym miejscu niż ruszaliśmy. Ot zagadka, na którą nie znamy odpowiedzi. Ale autobus, do którego kazał nam wsiąść starszy pan w kilka minut zawiózł nas do centrum. A tam ekspresowe poszukiwanie czegoś do jedzenia!  Po pysznej pizzy, zostało nam kilka chwil do zachodu słońca. Ja musiałam na chwilkę pobiec do pokoju, a Paweł stwierdził, że on poczeka na zewnątrz, ponieważ jeśli wejdzie to już żadna siła go nie wyciągnie z łóżka. Okej…

Jarun

Wsiedliśmy znów w tramwaj 14, potem w 17 i już kilka kroków zostało do jeziora Jarun. Prawdziwe centrum rekreacji ruchowej Zagrzebian. Na trasie biegnącej wzdłuż jeziora można spotkać tu wszystkich, począwszy od spacerowiczów, biegaczy, rowerzystów, ludzi na rolkach, z kijkami, a nawet kajakarzy. To właśnie tutaj na Uniwersjadzie w 1987 r. złoto zdobyła polska kajakarka - Izabela Dylewska.

Jarun wydaje się być sztucznym jeziorem z powodu swoich regularnych kształtów. Jednak jest naturalny. Jego wygląd to efekt najpierw starań o zabezpieczenie mieszkańców przed powodziami, a następnie o stworzenie nowego kompleksu rekreacyjnego, zwłaszcza, że Zagrzeb został wybrany na miejsce Uniwersjady.

Podczas całego pobytu staraliśmy się odnaleźć wszystkie elementy Układu Słonecznego, który znajduje się na ulicach Zagrzebia. Planety mają rozmiar i są rozmieszczone w odpowiedniej skali. Słońce to dzieło Ivana Kozarica. Natomiast Davor Preis postanowił stworzyć do niego planety. Wcale nie tak łatwo je zaleźć, niektóre z nich mają niewielkie rozmiary, prawdopodobnie nigdy byśmy ich nie dostrzegli gdybyśmy nie mieli adresów. Ostatnie 3 planety są już tak w znacznej odległości, że zabrakło nam czasu na dotarcie do nich. 

Dla tych, którzy podejmą wyzwanie poniżej adresy planet oraz strona, co prawda po chorwacku, ale co nie co można zrozumieć, np. jakimi tramwajami dojechać: http://astrogeo.geoinfo.geof.hr/prizsunce/Sunce.html

Solar System

Solar System

Solar System

Solar System

Słońce - Bogovićeva

Merkury - Margaretska 3

Wenus -  Trg Bana Josipa Jelačića 3

Ziemia - Varšavska 9

Mars - Tkalčićeva 21

Jowisz - Voćarska 71

Saturn Račićeva 1

Uran - Siget 9

Neptun - Kozari put

Pluton - Aleja Bologne, przejście podziemne

Solar System

Solar System

Solar System

Już późnym wieczorem zajrzeliśmy do Pivnicy Medvjedgrad, aby pożegnać się z Zagrzebiem i zakończyliśmy bogaty w zieleń pobyt w Zagrzebiu.

Zagrzeb

Zagrzeb

Zagrzeb

 

 

 
Podziel się z innymi na

6 Comments on “

  1. Piękne miasto – i pomyśleć, że jeszcze nigdy się tam nie zatrzymałam, będąc przejazdem. Szczególnie urzekł mnie cmentarz – uwielbiam magiczny klimat starych budynków porośniętych bluszczem :)

Comments are closed.