Zwiedzamy Rzym:

Od Koloseum przez Zatybrze do Bazyliki św. Pawła, a wieczorem urocze zakątki

24 października 2014 - piątek

Koloseum

W tym wpisie dowiecie się co wspólnego ma Koloseum ze Stadionem Narodowym w Warszawie? Jak dawniej rozpoznawano kłamcę? Gdzie jeszcze wisi pranie nad ulicami? Przez którą dziurkę należy spojrzeć? A także odnajdziemy ulicę Polaków, zobaczymy wszystkich papieży i przekonamy się gdzie poezję tworzył Czesław Miłosz. Zapraszamy do dalszej lektury :) 

Rano kupiliśmy 3 – dniowy bilet na komunikację za 16,50 euro. Zamierzaliśmy w końcu zacząć zwiedzać Rzym. I tutaj chciałabym wspomnieć o absurdach w biletach. Pierwszy absurd to bilet 100 minutowy. Można nim jeździć przez 100 minut, ale metrem można jechać tylko raz! Drugi absurd to bilet dobowy lub kilkudniowy. Niezależnie od tego, kiedy się go skasuje jest ważny tylko do północy! Dlatego my kupiliśmy bilety rano i od razu rozpoczęliśmy jazdę. Metro w Rzymie jest bardzo stare i zniszczone. Przez co ma się wrażenie, że podróżuje się po jakiś podejrzanych dzielnicach. W Rzymie są dwie linie metra. Cały czas trwają prace nad trzecią nitką, jednak idzie to bardzo mozolnie, z uwagi na znajdujące się na powierzchni zabytki oraz ciągłe odkrycia archeologiczne, które ciągną się aż do głębokości 22 metrów. 

Koloseum

Koloseum

Koloseum

Ruszyliśmy zatem metrem do Koloseum. Bilet kosztuje 12 euro i jest wspólnym biletem do Koloseum, Forum Romanum i na Palatyn. Nie staliśmy nawet przez minutę w żadnej kolejce. Bardzo szybko dostaliśmy się do środka i już mogliśmy podziwiać to dzieło architektury. Na mnie największe wrażenie robi to, że arenę napełniano wodą i prowadzono bitwy morskie, tzw. naumachie. Nie mniej imponujące było rozwiązanie, mające na celu chronienie widzów przed palącym słońcem, poprzez mocowanie płóciennego dachu (zarówno napełnianie areny wodą jak i rozciąganie dachu kojarzy mi się ze Stadionem Narodowym w Warszawie). Obecnie posadzka Koloseum jest zerwana, dzięki czemu możemy przyjrzeć się pomieszczeniom, w którym byli przetrzymywani gladiatorzy i dzikie zwierzęta, sprowadzane z odległych krain. Jak pamiętamy z Gladiatora, arena Koloseum miała platformy, dzięki czemu w trakcie walk zmieniano scenerię bądź jakby spod ziemi pojawiały się nowe zwierzęta. W trakcie zwiedzania uświadomiliśmy sobie jaką ewolucję przeszedł człowiek. Jak przez te blisko 2000 lat nauczył się współczuć, odczuwać empatię, szanować. Dziś każdego kto rozkoszuje się oglądaniem okrucieństwa nazywa się psychopatą. Walczymy nawet o to, aby nikt nie znęcał się nad zwierzętami, a cóż dopiero nad ludźmi. Wtedy to była najlepsza rozrywka i dopóki w Rzymie nie zaczęło się szerzyć chrześcijaństwo nikt nie widział w tym nic złego. To chrześcijanie nauczali, że wszyscy ludzie są równi i należy być dla siebie dobrymi. Niestety, za te szokujące dla ówczesnych nauki byli prześladowani.
Budowę Koloseum rozpoczęto w 72 r. Amfiteatr miał trwać wiecznie jednak w 1349 r. trzęsienie ziemi zniszczyło mu południową fasadę. Północna ściana przetrwała dzięki stałemu gruntowi pod Koloseum. Zniszczona ściana stała na zasypanym przez Rzymian strumieniu, przez co grunt był podmokły i nie tak twardy jak pod ocalałą ścianą. Wstrząsy na luźnym podłoży trwają zdecydowanie dłużej, przez co mur nie wytrzymał. Dzieła zniszczenia dokonali ludzie zabierając stąd budulec i ozdoby.

Nie ma sensu iść na Palatyn i Forum Romanum bez przewodnika w ręku czy w słuchawce. Cały ten starożytny świat ożyje, jeśli będziemy wiedzieli przed czym stoimy i co w danym miejscu się działo. Zwłaszcza Palatyn wymaga ogromnej wyobraźni, ale za to mamy stąd piękny widok na Koloseum.
Bez odpowiedniego komentarza będzie to dla nas tylko sterta kamieni i parę kolumn. A przecież wiemy, że dawniej tu było centrum życia Rzymian. Wielka szkoda, że człowiek przez kolejne wieki zniszczył to miejsce, bo musiało być piękne.

Forum Romanum

Wychodząc z Forum Romanum przypadkiem trafiliśmy na Kapitol. W muzeach znajduje się słynna Wilczyca oraz oryginał konnego pomnika Marka Aureliusza. My jednak obejrzeliśmy tylko kopię znajdującą się na placu i ruszyliśmy dalej. Przeszliśmy obok Teatru Marcellusa, zatrzymaliśmy się chwilę przy Wyspie Tyberyńskiej i wreszcie odnaleźliśmy nasz kolejny cel – Usta Prawdy, znajdujące się przy Kościele Santa Maria in Cosmedin. I tutaj musieliśmy postać chwilę w kolejce. Można zrobić tylko jedno zdjęcie, opłata dowolna. Kamienna tarcza przedstawia rzymskiego boga rzek i zgodnie ze średniowieczną legendą odgryzie kłamcy rękę. Żadne z nas nie straciło ręki, więc wszystko z nami w porządku.

Kapitol

Tybr

Usta Prawdy

Zatybrze

Przeszliśmy na druga stronę Tybru i od razu wkroczyliśmy w barwny świat maleńkich uliczek Zatybrza. Słyszałam dużo dobrego o tej części Rzymu, a scena z „Zakochani w Rzymie”, która była kręcona na Zatybrzu sprawiła, że musieliśmy tam pójść. Bałam się trochę czy się nie rozczarujemy. Ale tam jest tak pięknie rzymsko, że brak słów. I o dziwo nie ma tam zbyt wielu turystów. Mogliśmy sobie zupełnie swobodnie spacerować po wąskich, ukwieconych uliczkach. Tutaj znaleźliśmy obrazek, często spotykany na filmach czy zdjęciach: pranie rozwieszone nad ulicą na tle czerwonej ściany. Tak! To wcale nie są legendy, rzeczywiście tak to wygląda!

Postanowiliśmy zjeść coś, ale tylko na bardzo wąskiej klimatycznej uliczce, z dala od ruchu samochodowego. Wreszcie udało nam się znaleźć taką, która zadowalała nas oboje.

Zatybrze

Dziurka od klucza

dziurka od klucza

Najedzeni wolnym krokiem ruszyliśmy w dalszą drogę. Nasz kolejny cel na mapie wydawał się blisko, jednak w rzeczywistości musieliśmy obejść wzgórze Awentyn i znaleźć drogę prowadzącą do Placu Kawalerów Maltańskich. Brama, za którą znajduje się Kościół jest przeważnie zamknięta. I całe szczęście, bowiem przez dziurkę od klucza można zobaczyć niezwykły widok. Ustawiliśmy się w kolejce do dziurki. Rzeczywiście. Jest pięknie. W otuleniu żywopłotu pięknie widać kopułę Bazyliki św. Piotra. Paweł próbował zrobić zdjęcie, niestety było zbyt jasno i zdjęcie nie wychodziło. Ale nie dawał za wygraną i ustawiliśmy się w kolejce jeszcze raz. Ja, żeby jeszcze raz sobie popatrzeć, bo widok cudny, a Paweł, żeby walczyć z ustawieniami w aparacie. W końcu się udało. Zdjęcie wyszło pięknie.

Aby dostać się do kolejnego punktu naszej wycieczki ruszyliśmy do metra Piramide, znajdującego się tuż przy grobowcu Kajusza Cestiusza. Piramida została zbudowana ok. 20 r. n. e. i mierzy 30 metrów wysokości. Piramidę można zwiedzać, jednak w wybranych dniach, tylko z przewodnikiem i trzeba wcześniej dokonać rezerwacji. My ruszyliśmy metrem na dalsze zwiedzanie.

Bazylika św. Pawła za Murami została zbudowana w niewielkiej odległości od miejsca, gdzie został ścięty św. Paweł. To co obecnie oglądamy to efekt XIX – wiecznej odbudowy po pożarze. Pierwsze co widzimy to ogromna statua św. Pawła z mieczem. Na fasadzie Bazyliki znajduje się piękna, ogromna mozaika podzielona na 3 części. Na dole mamy czterech proroków: Isajasza, Jeremiasza, Ezechiela i Daniela. W części środkowej Baranek symbolizuje Chrystusa, z góry na której leży wypływają cztery rzeki – Ewangeliści. Wodę z rzek pije 12 baranków – Apostołowie. Na samej górze mamy Jezusa w otoczeniu św. św. Piotra i Pawła. Do Bazyliki wchodzimy przez drzwi ozdobione scenami z życia św. Pawła. Bazylika pięcionawowa, zawrotna ilość kolumn potęguje poczucie niepewności. Pośrodku nad grobem św. Pawła postawiono ogromne cyborium. Z tyłu XIII wieczna mozaika przedstawiająca Chrystusa z Apostołami. Na medalionach, znajdujących się chyba na wszystkich ścianach bazyliki przedstawiono papieży. Wszystko w Bazylice jest ogromne i onieśmielające. Dużo przyjemniej jest w krużgankach, które można zwiedzać za 4 euro. 

Bazylika św. Pawła za Murami

Bazylika św. Pawła za Murami

Kiedy opuściliśmy Bazylikę i wróciliśmy do centrum Rzymu, zaczęło się ściemniać. Ruszyliśmy na kolejny wieczorny spacer po Rzymie. Najpierw odnaleźliśmy niepozorną Ulicę Polaków. Na ścianach wisiały ogłoszenia po polsku. Podczas, gdy ja robiłam kilka zdjęć, Paweł obserwował ludzi, którzy z kolei obserwowali mnie i kompletnie nie mogli zrozumieć czemu ja robię zdjęcia jakiejś nudnej ulicy. A ja właśnie mam ochotę robić sobie te zdjęcia :) 
Chwile później dotarliśmy do moim zdaniem najładniejszej fontanny w Rzymie – Fontanny Żółwi. I tu taki paradoks. Fontannę zaprojektował Giacomo della Porta, figury chłopców wykonał – Tadde Landini, natomiast niewielkie żółwie prawdopodobnie umieścił Bernini kilkadziesiąt lat później i już rzeźba nazywa się Fontanna Żółwi. Raczej przypadkowo jej nie znajdziemy, ponieważ znajduje się na niewielkim placu, do którego prowadzą wąskie uliczki. Może właśnie dlatego tak mi się spodobała. Nie ma przy niej tłumów, a wieczorem wygląda tak spokojnie i dostojnie, ukryte w malowniczej scenerii wąskich uliczek.

Idąc w stronę Campo di Fiori skusiliśmy się na pieczone kasztany. Pierwszy raz ich próbowaliśmy i zasmakowały nam, chociaż dużo nie można ich zjeść. Smakują jak połączenie pieczonych ziemniaków i orzechów.

Ulica Polakow

Fontanna Żółwi

Skubiąc kasztany doszliśmy do Campo di Fiori.

„W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.”

Nie widzieliśmy takiego placu, jaki opisywał Miłosz. Teraz wokół stoją ogródki restauracyjne, choć podobno o poranku w niektóre dni można przyjść na targ. Nam nie udało się dotrzeć do takiego włoskiego targu. Na środku placu znajduje się pomnik Giordano Bruna, który został tutaj spalony za herezje.

I wreszcie ukoronowanie dnia: pyszna włoska kolacja i zasłużony odpoczynek.

Poczytaj dalszą część tej historii:

Rzym nocą: klik

Kościół Quo Vadis, Via Appia Antica, paszkwile i koty w centrum miasta: klik

Pożegnanie z Rzymem: klik

Powrót do Rzymu z rodzinką: klik

Co pysznego wcinaliśmy: klik

Podziel się z innymi na

11 Comments on “

    1. Trochę się martwimy o Bazylikę, ponieważ ostatnie trzęsienie spowodowało, że Bazylika pękła. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby przyszło kolejne :(

  1. Byłam w Rzymie daaaaawno temu, ale tylko na jeden dzień. Twój post odświeżył mi pamięć, aż nabrałam ochotę na weekend w Rzymie! :)

    1. Nam ta ochota towarzyszy nieustannie. Jeden dzień to rzeczywiście bardzo malutko. Pewnie widziałaś, tylko to co najważniejsze, a przecież trzeba mieć czas, aby się zgubić w tych uliczkach :)

Comments are closed.